|
Ja tak myślałem
W swoim życiu miałem kilka dziwnych spowiedzi. Jakieś dziesięć Pięć lat temu w katedrze wrocławskiej, kiedy wyznawałem grzechy w konfesjonale, poczułem nagle na plecach czyjś oddech i usłyszałem płaczliwy głos: "Jezu, przebacz, jestem zgubiony, bo nie odmówiłem pacierza". Nie przerywałem jednak i dalej szeptałem do ucha spowiednikowi, gdy jakaś ręka chwyciła mnie za kołnierz i odciągnęła od konfesjonału. Byt to stareńki ksiądz-skrupulant, który uznał, że nie ma w tej chwili nic ważniejszego na świecie, niż wyznanie przezeń wielkiego, w jego mniemaniu, grzechu. Oburzony spowiednik karcu ostro niecierpliwego penitenta, ale powiedziałem: "Zaczekam, proszę wyspowiadać księdza". I tak przeżyłem pierwszą w życiu spowiedź "na raty". Ale zdarzyło mi się również samemu odejść od kratek konfesjonału. Cztery lata temu poszedłem do spowiedzi do warszawskiego kościoła ojców kapucynów przy Miodowej. Sytuacja była idealna. Przy ołtarzu krzątał się zakrystian, poza tym nikogo nie było w kościele. W jednym z konfesjonałów świeciła się lampka. Wewnątrz siedział stary kapucyn. Podszedłem do konfesjonału i nagle przyszło mi do głowy, żeby zweryfikować listę swoich przewinień wobec Boga i bliźniego. Przedłużające milczenie przerwał szorstki rozkaz zakonnika: "Mówić". Odczułem wyraźny rozdźwięk między moim stanem ducha, a oschłym brzmieniem tego słowa. Zawziąłem się w sobie i postanowiłem: "A właśnie, że nie będę mówić", i odszedłem od konfesjonału. Potem pomyślałem sobie, że postąpiłem głupio. Wielu z nas oczekuje od spowiedników delikatności i taktu, bo chcemy, żeby "pranie" naszych grzechów odbywało się w białych rękawiczkach. A przecież osoba spowiednika nie jest najważniejsza, choć oczywiście byłoby dobrze, gdybyśmy w jego osobie znaleźli mądrego doradcę i przyjaciela. Niedługo potem pomyślałem również, że podobnie jak "mój" kapucyn zachowywał się przecież ojciec Pio, Który wręcz beształ i rugał swoich penitentów, a mimo to wielu z nich doznawało prawdziwej przemiany. Spowiedź u ojca Pio była nieraz jak wyrwanie zęba - zabieg bolesny, ale skuteczny Jako dobry psycholog wiedział, że jednych trzeba przywołać do porządku ostrym słowem, a drugich łagodną perswazją. Jedno i drugie było przejawem miłości i troski o dobro dusz. Grzegorz Polak w: Księga Świętych odc. 26 s.3
|