|
RYBAK LUDZI
Odpowiedź może być tylko jedna - Ojciec Pio był żyjącym cudem, cudem prawdziwej, niezachwianej wiary w Boga, Jezusa Chrystusa. Wydawało się, że żyje w połowie drogi między światem doczesnym i wiecznym. Był na świecie, ale nie na tym świecie. Oto dlaczego tak wiele łask i błogosławieństw spłynęło przez jego wstawiennictwo. W dzień po śmierci Ojca Pio, 24 września 1968 r. w "L'Osservatore Romano" napisano: "Ojciec Pio pocieszył i nawrócił do Pana Boga niezliczenie wiele dusz. Pojednał z Bogiem ludzi, którzy byli daleko od wiary i chrześcijańskiego żucia. Ci ludzie byli czasami wrogo usposobieni wobec Kościoła i religii. Jego konfesjonał byk trybunałem miłosierdzia Bożego i stanowczości. Nawet ci, którzy odeszli bez absolucji, w większości pragnęli powrócić, by znaleźć spokój i zrozumienie, a tym samym rozpocząć nowy okres duchowego życia". Jezus kocha nas tak bardzo, wie również, jak bardzo grzech może nas skrzywdzić, dlatego zakazał nam grzeszyć. A my zbyt często myślimy o Bogu jako o kimś, kto przeszkadza nam w osiąganiu przyjemności, gdyż stawia zakazy. Uważamy, że Bóg ogranicza w ten sposób naszą wolność, zabrania nam bowiem czynić cokolwiek chcemy, a więc... buntujemy się i szukamy tego, co nazywamy absolutną wolnością. Ta absolutna wolność okazuje się później niczym innym jak tylko niewolnictwem. Stajemy się bowiem niewolnikami grzechu. Jezus nie chce, byśmy grzeszyli, przede wszystkim ze względu na nas. On nie potrzebuje naszych ograniczeń i wyrzeczeń, wszak jest Wszechmocnym Bogiem. Ale jest także Bogiem Wiecznie Kochającym, który wie, że grzech rani i krzywdzi przede wszystkim osobę, która go popełnia. Spróbuję to wyjaśnić i dać przykład z naszej codzienności. Załóżmy, że ktoś uczynił nam coś złego i z tego powodu czujemy wielką nienawiść do tej osoby. To uczucie sprawia, że spędzamy bezsennie wiele nocy, ze złością myślimy o tej osobie i o "zapłacie" za to, co nam uczyniła. To rozgniewanie wpływa na nasze codzienne życie, swoim najbliższym okazujemy ciągle zniecierpliwienie, łatwo wpadamy w gniew. Ta nasza złość jest grzechem. Czy daje nam jednak poczucie wolności? Nie. Zostajemy wciągnięci w błędne koło nienawiści, stajemy się niewolnikami przynoszącej ujmę emocji. Cierpimy wskutek tego, a przecież Pan Bóg tego nie chce, On chce naszego szczęścia. Czy zatem nie o wiele lepiej dla nas byłoby uwolnić się od tego jarzma niewoli i radować się całkowitą wolnością dzieci Bożych. Ten przykład zawiera prawdę odnoszącą się do wszystkich rodzajów grzechu. Grzech nie wyzwala nas, lecz ujarzmia. Im bardziej stajemy się niewolnikami grzechu, tym bardziej jesteśmy nieszczęśliwi. Ojciec Pio był rybakiem ludzi przez cale swoje życie. Nawet wtedy gdy byl bardzo chory i ledwie mógł się poruszać, pragnął pójść do konfesjonału, by spowiadać, gdyż był - jak sam powiedział - "trawiony miłością do Boga i miłością do bliźniego". Czasami delikatnie kierował dusze do źródła życia, do życia łaską, innym razem był trochę bardziej radykalny. W każdym jednak przypadku zawsze doskonale wiedział, jaki sposób leczenia jest dla danej osoby konieczny. Jeśli zdarzało się, że czasami odsyłał ludzi z konfesjonału bez rozgrzeszenia, to było to w pełni uzasadnione, spowodowane ich wrogością lub ciekawością, a nie chęcią powrotu do Chrystusowej owczarni. Nawiązując do swoich chwil "rozgniewania się na penitentów", pisał: "Uwierz mi więc, kiedy Ci mówię, że w tym momencie moje wnętrze nie jest poruszone, a tym bardziej wzburzone. Nie czuję niczego innego, jak tylko to, aby mieć i chcieć tego, czego chce Bóg". Gdzie indziej wyjaśniał: "Mój synu, to tylko zewnętrznie przybrało taką formę. Wnętrze nie było wcale poruszone. Gdybyś tylko wiedział, ile strzał przeszywa moje serce, zanim sprawię przykrość mojemu bratu. Jeśli jednak tego nie zrobię, nie zostanie nawrócony do Boga". W większości przypadków ci ludzie powracali, prawdziwie żałując za swoje grzechy z pragnieniem, by znowu być w stanie łaski. Najważniejszym bowiem i jedynym celem Ojca Pio było zbawienie dusz. Pewnego razu widziano go jak płakał, spytano go więc: "Ojcze, dlaczego płaczesz? Co za ból wżera się w twoje serce? - Odpowiedział - Człowiek jest tak niewdzięczny wobec Boga dobroczyńcy" Głęboko kochał dusze i z tego powodu, na przekór dolegliwościom zdrowotnym, zwłaszcza w późniejszych latach, i niewielkiej ilości spożywanego pokarmu, rzadko opuszczał swój dyżur w konfesjonale. Także dzisiaj Ojciec Pio pozostaje nadal sługa konfesjonału, z nieba prowadząc ludzi do źródła łaski i życia. Czytaj: Ojciec Pio, miłosierny samarytanin, AWŁ, 1998 s. 62- 65
|