|
Cuda Ojca Pio w Polsce
Dla mnie to była wiadoma interwencja Ojca Pio.
Chciałam tą drogą podzielić się tym jak Ojciec Pio wstawiał się w moich sprawach. Jest dużo konkretnych sytuacji ale ja teraz opiszę tylko dwie. Gdy moja średnia córka miała zdawać maturę to prosiła mnie abym modliła się w tej intencji, szczególnie bała się egzaminu z języka polskiego( matura napisana na 3 minus). Dla niej tak ważny był wynik egzaminu maturalnego ponieważ na uczelni, na której zamierzała studiować, było brane pod uwagę również świadectwo maturalne. Ona zawsze miała kłopoty z językiem polskim , to typowy umysł ścisły a nie humanista. Nigdy nie miała oceny 5 , były natomiast 4 ale niepełne. Bardzo prosiłam Ojca Pio o wstawiennictwo, prosiłam aby do niej polonistów którzy by jej do ucha podpowiadali co ma pisać. Po ogłoszeniu wyników z egzaminu pisemnego okazało się że Asia otrzymała ocenę 6. Była to jedyna 6 z wszystkich przedmiotów w opisywanym roku z matury . Dla mnie to była wiadoma interwencja Ojca Pio. Drugą interwencja również dotyczy Asi. 22.02.1999 r. Asia ze swoim mężem byli u nas samochodem. Gdy wyjeżdżali , ja jak zawsze odprowadzałam ich wzrokiem i wtedy również. Coś mnie zaniepokoiło gdy wyjeżdżali, z prawej strony reflektor słabiej świecił. Zaraz zaczęłam prosić Ojca PIO o wstawiennictwo u GÓRY aby nikomu nic złego się nie stało. Kilka godzin później, w nocy okazało się że mieli wypadek. Kilka kilometrów od nas wpadli w poślizg , koziołkowali 2 i pół raza i na pasie z przeciw ległej strony zatrzymali się na dachu. AKURAT W TYM MOMENCIE NIC Z PRZECIWKA NIE JECHAŁO. Autokar z niemiecką wycieczką nadjechał po kilkudziesięciu sekundach. BARIERA ODDZIELAJACY PASY , CIĄGNACA SIE KILOMETRAMI, 10-15 METRÓW WCZEŚNIEJ SIE SKOŃCZYŁA i przelecieli na druga stronę bez przeszkody KARETKA POGOTOWIA BYŁA NA MIEJSCU PO KILKU MINUTACH "przypadkowo" tam się znalazła. Nikomu nic się nie stało oprócz zadrapania w dwóch miejscach u córki i guzów na głowie u obu. Na drugi dzień rano urodziła się ich córeczka, 3 tygodnie przed terminem, zdrowa i dobrze się rozwijająca. Agatka ma dziś przeszło 3 latka i rozwija się bardzo dobrze. Samochód "Skoda-Faworit" został całkowicie zniszczony. Policjanci twierdzili że w takich wypadkach ginie 80% osób. Lekarka która podjechała pogotowiem pytała mojego zięcia gdzie są ludzie z tego wypadku bo nie słyszała przez radio zgłoszenia o wypadku. v Dużo by można wymyślać na temat szczęścia jakie mieli oboje a właściwie troje. Jedno jest dla mnie pewne, że to interwencja Ojca Pio. Ja uważam że dla wielu osób było to wydarzenie przy którym poważnie mogli się zastanowić nad życiem. W rezultacie nie było żadnych strat a same zyski ale takie niewymierne. Samochód był ubezpieczony a wiec teść córki nie poniósł żadnej straty. Ale te ważniejsze korzyści to według mnie: oboje gdy jeszcze wisieli na pasach do góry nogami bali się wzajemnie odezwać czy jeszcze usłyszą się, oboje o tym samym pomyśleli, każde z nich pomyślało o tym jak łatwo stracić bliską osobę . Autokar, o którym wspomniałam, się przy nich zatrzymał i kierowca pomógł zięciowi oznakować aby nikt nie wpadł na wrak . Asia przez pewien czas przebywała w autokarze - myślę że wiele osób, widząc ją i samochód , podziękowało Panu Bogu za uratowane życie ale też wiele osób mogło się zastanowić nad swoim życiem albo jego końcem. Dla nas rodziców z jednej i drugiej strony jest to też wydarzenie w którym mogło stać się ...... Wierze że Opatrzność Boża jest przy nas i czuwa nad nami o ile o to prosimy. Zawsze proszę o to co najlepsze dla nas, ja nie wiem co jest z korzyścią dla nas, dla naszej duszy , i nie zawsze rozumiem dlaczego coś się dzieje, niekiedy nie po naszej myśli ale czas pokazuje że plany Boże są "dalekowzroczne" . Przez lata byłam daleko od wiary, od Boga, to przeczytanie książki "Winnica Ojca PIO " spowodowało że zaczęłam chodzić do kościoła i zaczęłam do Kościoła należeć rzeczywiście ( od około 6 lat ). Z Panem Bogiem . Od: I. G.
Dopiero kiedy przychodzi choroba
człowiek widzi ile jest wart, jaki jest mały, co zrobił dla Boga
Od kilku lat interesuję się życiem i działalnością Ojca Pio. Modlę się do Niego w każdym dniu, uciekam się do Jego rady na każdy dzień (korzystam z książeczki "Dobrego dnia" ... myśli na każdy dzień roku). Wiem, że nie opuszcza mnie, czuwa w każdej chwili dlatego że w 1996 roku zachorowałam na złośliwego raka, przeszłam cztery operacje i 1 radioterapię, a jednak mogę cieszyć się życiem już przez 5 lat, pracować, pomagać innym. Dopiero teraz od lipca tego roku więcej leżę niż pracuję. Teraz kiedy nie mogę pracować fizycznie i służyć Kościołowi tak jak do tej pory, chciałabym służyć modlitwą, lub w inny sposób. Boję się, czy ja człowiek marny i grzeszny mogę należeć do Grupy Modlitwy Ojca Pio. O istnieniu takich grup dowiedziałam się z książki "Cuda Ojca Pio:", żałuję, że dopiero tak późno. Bardzo chcę należeć do takiej grupy, żeby podziękować za udane operacje, za to, że jest ze mną, oraz, żeby nigdy mnie nie opuszczał tak w dobrych jak i w trudnych sytuacjach, oraz pomagał mi uprosić u Boga przebaczenie moich grzechów. Jeśli chodzi o mnie - mam 49 lat, trzy dorosłe córki, każda ma już własną rodzinę i dziecko. Ja jestem od września na emeryturze. Obydwoje z mężem pracowaliśmy w szkole. Cały czas wszyscy pomagają mi przetrwać trudne chwile. Nigdy nie czułam się opuszczona. Kilka lat temu dowiedziałam się, że żył we Włoszech zakonnik, który od razu wzbudził moje zainteresowanie. Czytam różne książki, czasopisma. Każdą książkę można czytać różnym tchem. Tyle daje wiary, siły do walki z chorobą, z grzechem. Daje grzesznikowi wiarę w przebaczenie jego złych czynów. Chciałabym wyzdrowieć i pojechać do San Giovanni Rotondo, aby złożyć hołd za tyle łask i trosk, którymi obdarzył mnie Ojciec Pio. Pewnie ojciec powie, że: "Jak trwoga to do Boga" - tak to prawda. Zawsze mamy za mało czasu dla Boga, chociaż On nigdy nie zapomina o nas. Dopiero kiedy przychodzi choroba człowiek widzi ile jest wart, jaki jest mały, co zrobił dla Boga, co Mu powie o swoim życiu, czy Bóg zechce go przyjać do Swojego Królestwa. Bardzo proszę Ojca, aby jeśli to możliwe przyjął mnie do Takiej Grupy. Bardzo kocham Ojca Pio, modlę się Jego modlitwą. Dziękuję Mu za każdy dzień. Może jeszcze będę mogła coś zrobić, w czymś pomóc. Ten list jest może trochę chaotyczny, ale piszę ze łzami w oczach. Mam jeszcze pytanie, czy Ojciec mógłby być moim kierownikiem duchowym? Halina
Dzisiaj mała ma już sześć miesięcy,
rozwija się wspaniale, a my codziennie dziękujemy Bogu za ten dar życia. Nazywam się Wanda Michalak - mieszkam w Szczecinie. Mam 32 letnią córkę Ewę - mężatkę, oraz 4-letniego wnuka. W październiku 2000 roku wybrałam się na pielgrzymkę do Włoch. W programie pielgrzymki przewidziane było uczestnictwo w Kongresie Rodzin (14 - 15 październik), oraz odwiedzenie Asyżu, Padwy i San Giovanni Rotondo. Z Padwy zadzwoniłam do córki i dzowiedziałam się, że znowu jest w ciąży. Przyjęłam tę wiadomość z ogromną radością - córka i zięć zawsze chcieli mieć drugie dziecko. W modlitwach zarówno w Padwie jak i u grobu Ojca Pio dziękowałam Bogu za nowe życie i prosiłam o opiekę nad córką i maleństwem. Wkrótce po moim powrocie do domu, w ósmym tygodniu ciąży córka nagle dostała silnych bólów brzucha, do których dołączyło się krwawienie z dróg rodnych. Jako lekarz zdałam sobie sprawę, że zaczęło się poronienie. Krwawienie nasiliło się, córka z bólu prawie traciła przytomność. W takim stanie została natychmiast przewieziona do szpitala. Ja wiedziona jakimś impulsem uklękłam przed wizerunkiem Matki Bożej Nieustającej pomocy i wyjęłam obrazem z relikwią Błogośławionego Ojca Pio i zaczęłam gorąco się modlić o zdrowie dla córki i maleństwa. Błagałam Ojca Pio o wstawiennictwo u Boga i o zachowanie ciąży. Potem pojechałam do szpitala. Dowiedziałam się tam, ku naszej radości, że krwawienie ustało i ciąża została utrzymana. Od tego dnia codziennie przed obrazkiem Ojca Pio modląc się prosiłam o opiekę nad córką i maleństwem. I chociaż ciąża do końca była "zagrożona" to 22.06.2001 r. córka operacyjnie urodziła zdrową, śliczną córeczkę. Dzisiaj mała ma już sześć miesięcy, rozwija się wspaniale, a my codziennie dziękujemy Bogu za ten dar życia. Jestem gęboko przekonana, że to dzięki wstawiennictwu Błogosławionego Ojca Pio. Opisując to wszystko chcę dać świadectwo Jego ogromnych łask u Boga, które i dla nas wyprasza jeśli Go o to gorąco poprosimy. Szczecin 10.12.2001
Wanda Michalak ul. Szymańskiego 17a/3 71-416 Szczecin
WIDZĘ dzięki Ojcu Pio
Pokój i dobro Jestem animatorką Grupy Modlitwy bł. Ojca Pio przy parafii Przemienienia Pańskiego w Sanoku. W imieniu siostry Krystyny z naszej Grupy składam to świadectwo. Przyjechaliśmy do Krosna 24.02.2002 na spotkanie z moderatorem O. Bogusławem. Przed Mszą św. pisaliśmy prośby. Ja napisałam w imieniu s. Krystyny, która była chora i nie mogła z nami pojechać (prosiła mnie przed wyjazdem o modlitwę, żeby zaczęła słyszeć). Przestała słyszeć w wyniku infekcji, którą przeszła w ostatnim czasie. Napisałam karteczkę - proszę o uzdrowienie uszu Krystyny, ale zmięłam ją i napisałam drugą - proszę o łaskę uzdrowienia Krystyny - uznałam, że nie będę ograniczać Pana Boga. Prośba została odczytana o 16.15 - popatrzyłam wtedy na zegarek. A teraz relacja Krystyny - poszłam na 16 - tą do kościoła w Sanoku na Gorzkie Żale. Idąc martwiłam się, że nie usłyszę kazania pasyjnego, które tak lubię. Ok. 16.15 poczułam piękny zapach wokół mnie - kazanie słyszałam. Po wyjściu z kościoła znowu byłam głucha. W poniedziałek poszłam do lekarza - podczas jakiegoś drobnego zabiegu, jaki wykonał zaczęłam słyszeć - lekarz stwierdził, że to niemożliwe, aby to się stało po tym co zrobił. Uklękłam w gabinecie - lekarz zapytał co ja robię - a ja na to: Dziękuję Panu Bogu. Powiedział, że nawet jak teraz słyszę to i tak już wieczorem znowu będę głucha. A ja słyszę i raduję się ogromnie. Moja Grupa Modlitwy o.Pio czuwa przed Najść. Sakramentem w każdą środę, więc poszłam podziękować za otrzymaną łaskę na wspólnej modlitwie. Dziękuję również o. Bolesławowi i o. Bogusławowi i naszej Wspólnocie za modlitwę. Jestem wielką czcicielką o. Pio od 1987 roku. Na zakończenie chcę dodać, że Krystyna pracowała ze mną w szkole - miała zdjęcie o. Pio na portierni obok której przechodziłam. Opowiadała, że do o. Pio zwraca się codziennie i że On jej pomaga - a bez pomocy z nieba i ogromnej łaski nie mogłaby znieść wszystkich doświadczeń jakie na nią spadały, bo jej mąż był nałogowym alkoholikiem. Jej umiłowanie o. Pio sprawiło, że o. Pio stał się także ważny w moim życiu. S. Celina z Waszej Wspólnoty przysłała mi karteczkę z taki napisem: "Mocą własnego ducha, a nie władzą i siłą pozyskuj innych ludzi". I to w pełni odnosi się do s. Krystyny. Kiedy już zakończyłam pisanie tego świadectwa, dowiedziałam się, że Krystyna poszła jeszcze raz do lekarza - zaniosła mu książkę o o. Pio i opowiedziała, że modlono się za nią w kościele oo. Kapucynów Krośnie za wstawiennictwem o. Pio. Lekarz powiedział, że coś o Nim słyszał i z przyjemnością przeczyta książkę i może jeszcze poleci komuś. Trzykrotnie powiedział dziękuję.
Elżbieta Irger. |