WYZNANIA Ojca Pio
"Czy jest możliwe nie być smutnym, widząc Boga cierpiącego z powodu zła?.
Przed moją duszą rysuje się ryzyko totalnego oddzielenia się od ciała..."
 
W ROCZNICE ŚWIĘCEŃ KAPŁAŃSKICH
"Czuję, mój ojcze, że wreszcie zostanę pokonany przez miłość Przed moją duszą rysuje się ryzyko totalnego oddzielenia się od ciała, dlatego, że nie jest ono w stanie kochać Jezusa w zadawalającej mierze tu na ziemi.  Tak, moja dusza została ciężko zraniona z miłości do Jezusa. Cierpię z powodu miłości. Ogień, który płonie we mnie, lecz nie spala, stanowi dla mnie straszną gehennę, której doświadczam ustawicznie. Niech ojciec wskaże mi, jeśli to możliwe, właściwą drogę dla mnie, odpowiednią do stanu mojej duszy.
Oto niedoskonały obraz tego, czego Jezus dokonuje we mnie. Na podobieństwo potoku, który razem z sobą pogrąża w niezmierzonej głębi mórz wszystko, co spotyka w trakcie swego biegu, tak moja dusza, zniknąwszy w bezbrzeżnym oceanie miłości ku Jezusowi, bez jakiejkolwiek mojej zasługi czy możliwości zdania sobie z tego sprawy, pociąga za sobą wszystkie swoje skarby.
Mój Ojcze, gdzież biegnie moja myśl podczas pisania listu do ciebie?
- Do wspaniałego dnia moich święceń kapłańskich. Jutro święto św. Wawrzyńca, które jest także moim osobistym świętem. Mogę ponownie kosztować ze słodyczy tego dnia tak świętego dla mnie. Od samego ranka przeżywam w sobie szczęście raju. O, jakże będziemy szczęśliwi, gdy rozkosze nieba staną się na wieki naszym udziałem.
Porównuję pokój serca, którego doświadczyłem owego dnia oraz pokój serca, który towarzyszy mi od wigilii rocznicy święceń i nie jestem w stanie znaleźć żadnej różnicy.
Dzień świętego Wawrzyńca to dzień, w którym moje serce zapłonęło największą miłością do Jezusa. O, jak wielce byłem wtedy szczęśliwy, jak bardzo radowałem się tego dnia!" 1 Por. Ojciec Pio z Pietrelcina, Epistolario I, corrispondenza con i direttori spirituali (Listy 1, korespondencja z kierownikami duchowymi), staraniem Melchiora z Pobladura i Aleksandra z Ripabottoni, San Giovanni Rotondo 1973 wydanie 11, s. 297 n. - Odtąd dzieło będzie cytowane w następujący sposób: Epist. I. 1 numer stronicy.

OGIEŃ, KTÓRY SPALA
"Pragnę wyznać że moim problemem jest nieumiejętność wyrażenia i ukazania na zewnątrz stale płonącego we mnie wulkanu, który mnie spala, a który Jezus umieścił w moim małym sercu.
Moje przeżycia można podsumować następująco: miłość  Boga i bliźniego pożera mnie. Bóg jest stale obecny w moim umyśle i wyciśnięty na moim sercu. Nigdy nie tracę Go z mego pola widzenia: przenika mnie w przedziwny sposób Jego piękno i uśmiech, Jego troski, miłosierdzie i odpłata czy lepiej, wyroki Jego sprawiedliwości.
Niech Ojciec wyobrazi sobie człowieka całkowicie pozbawionego własnej wolności, skrępowanego przez potęgi duchowe i cielesne a wówczas lepiej pojmie na jak wielkie udręki została wystawiona moja dusza.
Proszę mi wierzyć, ojcze, że wybuchy zdenerwowania, w które czasami popadam, są spowodowane przez to surowe więzienie, które z drugiej strony można nazwać szczęśliwym.  Czy jest możliwe nie być smutnym, widząc Boga cierpiącego z powodu zła? Gdy złość ludzka doprowadza do wyładowania potęgi Bożego gniewu, cóż może nas uchronić przed karzącą prawicą Boga? Nie pozostaje nic innego, jak tylko jedną ręką powstrzymać Jego wyciągniętą dłoń, a drugą skierować ku braciom, by porzucili drogę zła i opuścili szybko miejsce swojego zamieszkania, bo inaczej dosięgnie ich sprawiedliwa ręka Sędziego...
Co jeszcze odnośnie braci? Biada] Jak często, jeśli nie zawsze, przychodzi mi razem z Mojżeszem błagać Boga Sędziego: albo przebacz temu ludowi albo wymaż moje imię z ksiegi życia" (Epist. I, 1246 n.).

MISTYCZNE UKRZYŻOWANIE
"Co mam odpowiedzieć na wasze pytania, w jaki sposób dokonało się moje ukrzyżowanie?
Mój Boże! Jak wielki ogarnia mnie wstyd i upokorzenie, gdy muszę pokazywać innym to, czego Ty dokonałeś w tak nędznym stworzeniu! Stało się to o poranku 20-go ubiegłego miesiąca, kiedy w chórze po odprawieniu Najśw. Ofiary doznałem uczucia błogiego spoczynku, podobnego do rozkosz-nego snu. Moje zmysły wewnętrzne i zewnętrzne a nawet same władze duszy cieszyły się nie do opisania spokojem.
Wszystkie przeżycia dokonywały się we mnie w oprawie całkowitej ciszy, która panowała wokółi wypełniała moje wnętrze. Potem przeszedłem w stan doskonałego pokoju i zawierzenia aż do całkowitego wyobcowania się z otaczającej mnie rzeczywistości; tam na pustyni nicości znalazłem ukojenie.
To wszystko dokonało się jakby w mgnieniu oka. Kiedy doświadczałem tych przeżyć zjawiła się przede mną tajemnicza Osoba, podobna do tej widzianej5 sierpnia.  Różniły się one tylko tym, że ta widziana dzisiaj miała przebite Ręce ż Nogi oraz Bok, który broczył krwią.
Moja uwaga została skoncentrowana tak mocno na wizycie tej Osobistości, że absolutne nie jestem w stanie opisać tego, co czułem w tym momencie Zdawało mi się, że umieram i byłbym umarł z pewnością, gdyby Pan nie podtrzymał mojego serca, które chciało wyskoczyć z piersi  Nawiedziny Niezwykłej Osoby zakończyły się, a ja zauważyłem, że moje ręce, nogi ż bok zostały przebite ż broczyły krwią.
Niech ojciec wyobrazi sobie ogromną mękę, którą przechodziłem wówczas i którą nieustanne przeżywam prawże każdego dnia, zwłaszcza od czwartku wieczorem aż do soboty.
Mój ojcze, umieram z bólu na skutek udręki i zawstydzenia, którego doświadczam w głębi mojej duszy. Obawiam się, że umrę z powodu upływu krwi, jeżeli Pan nie wysłucha westchnień mojego biednego serca ż nie zabierze tych krwawiących ran.
Czy dobry Jezus użyczy mi tej łaski? Czy uwolni mnie przynajmniej od ogromnego wstydu, którego doznaję z powodu tych zewnętrznych znaków?  Będę stale zanosił do Niego prośby i nie przestanę Go zaklinać aby w ogromie swojego Miłosierdzia odsunął ode mnie, nie mękę ż ból, bo wiem, że to jest niemożliwe - a nawet odczuwam potrzebę pogrążenia się w tym cierpieniu - lecz zewnętrzne rany, które są źródłem mojego wstydu ż upokorzenia, trudnego do opisania ż zniesienia.
Niezwykłą Osoba, którą usiłowałem opisać jest tą samą, o której pisałem w liście z 5 sierpnia Nie zaprzestaje Ona swojego działania ku coraz większemu udręczeniu mojej duszy. Czuję w sobie nieustanny szmer przypominający szemrzenie niewielkiego wodospadu wyrzucającego stale krew.  Mój Boże! Słuszny ż sprawiedliwy jest twój wyrok, lecz okaż mi w końcu swoje miłosierdzie. Panie, wołam do Ciebie razem z twoim Prorokiem, nie w swej zapalczywości! " karć mnie, Panie, w Twoim gniewie a nie karz mnie w Twojej zapalczywości" (Epist. I, 1093 nn.). Od wielu dni znajduję w sobie coś co przypomina kształtem żelazną sztabkę. Jej początek wychodzi od dolnej podstawy serca a koniec w linii poprzecznej sięga aż pod prawe ramię Ona jest powodem mojego strasznego cieerpżenia ż nie pozwala mi znaleźć ani chwili wytchnienia" (Epist. 1, 1 106).

W JAKI SPOSÓB MODLIŁ SIĘ?
"Moja modlitwa tak wygląda. Zaledwie rozpocznę swoją rozmowę z Bogiem, od razu czuję trudny do wyrażenia spokój i ciszę w moim sercu. Zmysły ulegają zawieszeniu z wyjątkiem słuchu, który czasem pozostaje czynny. Ale nawet wówczas nie stanowi on dla mnie przeszkody, co więcej, muszę wyznać że gdyby wokół mnie panował niezwykły hałas i zgiełk nie zdołałby naruszyć mojego skupienia. Łatwo mi zrozumieć jak rzadko rozum bierze udział w modlitwie.
Zdarza się często, że opuszcza mnie ustawiczna myśl o Bogu i Jego obecności a czuję zamiast niej niespodziewane dotknięcie Boże w samym centrum duszy, tak silne i słodkie, że płaczę z bólu z powodu mej niewierności i płaczę ze szczęścia z powodu posiadania tak dobrego i czułego Ojca, który pozwala mi przebywać w swojej obecności.
Innym razem przeżywam wielką oschłość ducha. Ciało doznaje wielkiego ucisku z powodu licznych słabości. Modlitwa i skupienie stają się niemożliwe, choćbym nie wiem jak bardzo tego pragnął.  Taki stan rzeczy pogłębia się stale i. jeśli w ogóle żyję należy ten fakt nazwać cudem.
Gdy spodoba się przerwać Niebieskiemu Oblubieńcowi dusz to męczeństwo, daje mi nagle dar tak wielkiej pobożności ducha, że nie jestem w stanie oprzeć się jej. Natychmiast zostaję przemieniony i napełniony nadprzyrodzonymi łaskami oraz potężną mocą, która pozwala mi przeciwstawić się całe-mu królestwu szatana. Chciałbym jeszcze dorzucić celem uzupełnienia, a mianowicie, że podczas modlitwy moja dusza zanurza się i znika w Bogu i otrzymuje w takich momentach o wiele więcej niż mogłaby osiągnąć w ciągu wielu lat ćwiczeń przy użyciu wszystkich swoich sił" (Epist. I, 420 n.).

PŁOMIEŃ, KTÓRY NISZCZY,
LECZ NIE WYRZĄDZA SZKODY.
Zaledwie zaczynam modlić się, czuję bezzwłocznie, że moje serce zostaje ogarnięte płomieniami gorącej miłości, których nie da się w niczym porównać ze zwykłym ogniem. Płomień ten jest bardzo delikatny i słodki zarazem, spala, lecz nie wyrządza szkody. Jest pełen słodyczy i rozkoszy, duch znajduje w nim wielkie upodobanie i jest nim całkowicie nasycony a jedyną jego troską staje się obawa, by go nie utracić O, Boże! Co za niezwykłe przeżycie! Nigdy nie potrafię go pojąć, chyba że w ojczyźnie niebieskiej.  Owa obawa nie osłabia stanu nasycenia duszy, lecz stale go wysubtelnia Rozkosz, którą przeżywa dusza w swoim centrum bynajmniej nie ulega pomniejszeniu przez tę obawę, lecz podlega nieustannemu doskonaleniu. To samo można powiedzieć o pragnieniu radowania się tym gorącym płomieniem, nie jest ono oddzielone od rozkoszy, lecz zostaje przez nią oczyszczone. Może teraz łatwiej zrozumiecie, że mój rozum coraz częściej jest wyłączony i coraz rzadziej cieszyć się mogę współobecnością zmysłów.  Nie wiem czy opis moich przeżyć jest zrozumiały, lecz lepiej nie potrafię wyjaśnić Moja dusza wprowadzona przez Pana na szczyty uniesień, ubogacona przez nadprzyrodzone zdolności poznawcze, powinna być coraz rozmowniejsza, lecz przeciwnie, stała się prawie niema. Nie wiem czy jest to fenomen typowy tylko dla mnie. Przy pomocy mało mówiących ogólników czy terminów pozbawionych niekiedy sensu usiłuje dusza wyrazić zaledwie okruchy tego, czego oblubieniec dokonuje w jej wnętrzu" (Epist. I, 461 n.).

MIŁOŚĆ BLIŹNIEGO
"Czuję w głębi duszy, że Bóg dał mi łaskę rozumienia cudzej niedoli a zwłaszcza wrażliwość na ciężki los biedaków. Wielkie współczucie, którym pała moja dusza na widok biedaka, rodzi w samym jej centrum gwałtowne i tak mocne pragnienie przyjścia mu z pomocą, że gdybym był posłuszny poleceniom woli, musiałbym rozebrać się z własnej odzieży, aby go przyodziać
Jeśli wiem, że jakaś osoba jest udręczona na duszy i ciele, czegóż nie zrobiłbym dla niej u Chrystusa, aby zobaczyć ją wolną od strapienia. Gdyby Pan zezwolił mi, wziąłbym chętnie na siebie wszystkie jej cierpienia i wysłużone zasługi ofiarował dla jej dobra, po to, żeby zobaczyć ją znowu zdrową" (Epist. I, 462 n.).
"Obym mógł, jak ongiś znajdować pociechę w gorącym pragnieniu opuszczenia tego padołu, w celu zjednoczenia się z Jezusem. Dziś nie została mi dana ta łaska. Jestem bardzo zafascynowany chęcią poświęcenia życia dla braci oraz pragnieniem upojenia i nasycenia się tymi cierpieniami, które nieuchronnie przeżywam " (Epist. 1, 1196).
".Pisze mi ojciec, że w myśl wypowiedzianej przeze mnie groźby, będę zajmował się teraz tylko sobą. Nie wiem czy, kiedy oraz przy kim to powiedziałem. W każdym razie, gdybym nawet powiedział, podkreślam, mój Ojcze, że nie powiedziałem tego w sensie przez ojca zrozumianym. To potwierdza mój sposób bycia.
Pracowałem i chcę nadal pracować; czuwałem w nocy i chcę w dalszym ciągu czuwać; płakałem i postanawiam nadal opłakiwać trudne położenie braci na tym padole" (Epist. 1, 1243).