[Powrót] [Kapucyni]
Ojciec Pio, człowiek z tego świata
Żaden człowiek święty nie jest niepoprawnym marzycielem, ale przeciwnie, osoby autentycznie kochające Boga mają z Nim intensywny osobisty kontakt. Dzięki łasce Bożej - ich godne przykładu człowieczeństwo - nie jest wymazane, ale przekształcone, dzięki czemu ich świętość promieniuje i każdy może z niej korzystać. Wszystkie warunki życia mogą być dla niej odpowiednie, jeśli tylko spotkanie dwóch woli, Boskiej i ludzkiej sprowokuje powstanie zwycięskiej iskry miłości.

Pocieszająca jest świadomość, że święci nie urodzili się świętymi. Także i oni są stworzeniami rozwiązującymi problemy dotyczące całej ludzkości, tj. grzechu i pokus, które każdego dnia także i nas atakują. Ojciec Pio - jak się wydaje - jest doskonałym przykładem wylewnej duchowości i człowieczeństwa.

Zachowało się bardzo wiele świadectw, wrażeń i faktów - trudność leży jedynie w ich wyborze dotyczących ojca Pio. Ci, którzy wyobrażali go sobie jako braciszka, znaleźli się przed człowiekiem mocnym, o silnej osobowości i sposobie bycia. Widzieli zbliżającego się do nich starożytnego rycerza w ciemnej tunice otwartej pod szyją i byli zdziwieni widząc człowieka, jakiego nie oczekiwali, nie spodziewali się - pełnego energii i wigoru. Do wyrzucenia zła z ludzkich serc w równej mierze potrzeba dwóch elementów: dobroci i siły, ponieważ jeden oddzielony od drugiego nic nie może zdziałać.
twarz Ojca Pio
Twarz ojca Pio była fascynująca.
Duże i pozbawione zmarszczek czoło, pomimo podeszłego wieku. Brwi ciemne i gęste, delikatnie uniesione. Oczy z diamentu, nieustannie poruszające się. Szeroki nos, broda otaczająca policzki i mocny podbródek sprawiały wrażenie, że osoby znalazły się przed wiejskim przywódcą. A głos! Dźwięczał akcentem południowca. Nigdy nie bał się, że jest za głośny, gdyż nie znajdował powodu, aby się zmienić i nigdy nie został zatrzymany przez moment skruchy.

Podczas wieczornej rekreacji ojciec Pio spacerując tam i z powrotem po ogrodzie, "ciągnął" za sobą współbraci i okazjonalnych gości tak, jakby to ciało, nie wyższe ani nie dominujące nad innymi, posiadało moc magnezu.
Ten człowiek, nosił w swoim ciele pięć ran ukrzyżowanego Jezusa, tak jakby w ogóle nie istniały, albo jakby uważał, że jest to prywatna sprawa i inni nie powinni się tym interesować. Natomiast to, co go pociąga, rozpala każdego dnia, to poświęcenie dla innych. Pasja dla konkretnych problemów ludzi. Pracować dla dobra żyjących, szczególnie dla tych, którzy cierpią, jest jego jedyną misją.

Nie jest nudziarzem ani moralistą. Nie jest też utopistą.
Wystarcza mu, aby ludzie zamiast troszczyć się o niemożliwą doskonałość na ziemi, będą unikali zła. Przede wszystkim zła proponowanego przez abstrakcyjne ideologie czy niepohamowaną chciwość panowania nad innymi. Ojciec Pio został uznany za świętego, ale także bez wątpienia jest człowiekiem, prawdziwym człowiekiem, którego mieliśmy okazję spotkać w czasach kłamstw i strachu. Kto żył obok niego - doświadczając nieco ciepła, które uwalniało się z jego serca - nie znajdzie na nie lepszego określenia niż serce ze złota.

Serce ojca Pio!
Nie. Nie potrafię wyrazić delikatnej harmonii, jaką duch Boży wewnątrz tchnął. Dla mnie był on wiecznym dzieckiem cieszącym się z niespodzianek, jakie mu robiono: od poczęstowaniem tabaką do podarowania czekoladek. Przeżywał subtelną radość, jaku płynie z przyjaźni, oczyszczonej i zagwarantowanej przez ubóstwo. Wrażliwy na minimalne gesty grzeczności, które otrzymywał, a za które odpłacał modlitwą i łaskami życia wiecznego. Niezwykle przenikliwy, o wrażliwości mimozy, wyczuwał na odległość pragnienia ludzi i tym, którzy go kochali, odpowiadał na nie natychmiast.

Człowiek, który żył Bogiem, odczuwał również radość z rozmowy z ludźmi. Jego poczucie człowieczeństwa i dobroci, które błyszczało w jego oczach, trudno jest opisać słowami. Pociągało go miłosierdzie, czasami w sposób, który mógłby się wydawać dziwny dla tak Bożego człowieka. On, wielki nieprzyjaciel grzechu, umiał rozpoznawać, stąd też jednych ganił, a drugich z uśmiechem obejmował. Jedynie ten, kto znał go bardzo dobrze, był w stanie spostrzec, że starał sil nie wywoływać u ludzi cierpienia. W jego duszy budziło się pełne zrozumienia współczucie, kiedy przychodzili do niego chorzy, szczególnie dzieci.
Czasami był jak sparaliżowany i nie był w stanie nic zrobić, jedynie płakał nad nimi. Pewnego razu powiedział:
"Ach, gdybym mógł usunąć cierpienie z powierzchni ziemi!", ale szybko się poprawił: "Ale kim jestem, że chcę zrobić to, czego Bóg nie robi?".
Jego człowieczeństwo czyni ojca Pio jeszcze bliższym nam z powodu pozostałości jego natury. Wesoły i dowcipny. Jego dobroć nie była ospała, żarty i ostre słowa mogły wzbudzać podziw, a jego ostre wybuchy gorszyć. Nikt nie będzie do tego stopnia świętym, aby nie posiadać niedoskonałości.

Nie można zaakceptować wątpliwych odkryć tych, którzy za wszelką cenę starają się znaleźć kogoś, kto "zna" ukryte duchowe lub nadprzyrodzone motywy każdego gestu uczynionego przez ojca Pio. Chcą oni bowiem utrzymywać pogląd o braku nawet minimalnej pozostałości ludzkiej natury w całym jego życiu.
Dziennikarze i ludzie często odwiedzający San Giovanni Rotondo mówili o pewnej szorstkości ze strony tego kapucyna, czasami zabawnej, czasami zdecydowanej i mrożącej krew w żyłach, w stosunku do osób pojawiających się niespodziewanie przed nim, a także w stosunku do penitentów, którzy klękali u jego stóp. Czy szorstkość ojca Pio to gniew z powodu gorliwości lub - od czasu do czasu - niecierpliwość będąca częścią ludzkiej natury? Jest to i jedno, i drugie.

Ojciec Pio ma wrażliwe serce.
Jest mu przykro, kiedy zostaje niesprawiedliwie potraktowany i narzeka na brak odpowiedzi na jego prośby (...). Jego ojciec duchowy prosi go, aby się uspokoił w obliczu przykrych wydarzeń i powierzył Jezusowi swoją słabość: Potrzeba, abyś się nie dziwił ani nie upadał na duchu z powodu jakiejś ułomności twego serca (...). Uczeń i mistrz znają "bonum patientiae", chociaż ten pierwszy szczerze wyznaje, że w niektórych sytuacjach pełnych niepokoju bez własnej woli jest niecierpliwy i narzeka, że czasami bez własnej woli i świadomości zdarza mu się podnieść trochę głos w tym, co dotyczy napomnienia. Modli się, cierpi w milczeniu, żali się Panu Bogu, ale nie zostaje w pełni wysłuchany. Pomimo wysiłku, czasami - jak sam przyznaje - zdarza mi się robić to, czego się brzydzę i czego chciałbym uniknąć.
Ojciec duchowy sugeruje mu praktyczny środek zaradczy: Nie trać pokoju z powodu wybuchów, chociaż nie powinieneś się nigdy uciszać. Jeśli Pan nie daje tobie łaski stałej i nieustannej dobroci, to po to, aby pozostawić tobie podstawę do ćwiczenia się w świętej pokorze. Nałóż sobie za pokutę, że za każdym razem, kiedy puszczą ci hamulce, masz natychmiast stać się dwukrotnie lepszy. Tam, gdzie nie ma świadomości, nie ma winy, a szczególnie w niespodziewanych zachowaniach. Wydaje mi się, że chodzi tu o pozostałość po zanikającym nawyku.

Ojciec Pio akceptuje i stara się informować o wszystkim swojego zawsze drogiego ojca: Wydaje się, że jest nieco lepiej, ale ja nie jestem zadowolony. Nie chcę jednak tracić ducha. Jest wiele, mój ojcze, obietnic, jakie dałem jezusowi i Maryi. Stanowią one przedmiot jego ciągłych medytacji, a także są przedmiotem (...) pilnych rad dawanych duszom.
Jego wybuchy złości są wyrazem gorliwości o dusze. Trawiony miłością do Boga i bliźniego - nieustannie pamiętając o Panu Bogu - pyta: Jak jest możliwe widzieć Boga, który smuci się z powodu zła i nie smucić się podobnie? Widząc Boga, który jest na krawędzi rzucenia swoich gromów, nie ma innej możliwości, aby odparować cios, jak podnieść jedną rękę, aby powstrzymać jego ramię i drugą, wzburzoną skierować w kierunku brata i to z dwóch powodów. Aby jak najszybciej odrzucili zło oraz odeszli, i to szybko, od miejsca, w którym się znajdują, gdyż ręka Sędziego chce uderzyć właśnie w to miejsce. Nie myślcie jednak, że w tym momencie moje wnętrze jest wstrząśnięte lub - chociaż w minimalnym stopniu - poruszone. Nie pragnę nic innego, jak mieć i chcieć tego, czego chce Bóg.1 w Nim czuję się zawsze wypoczęty. Na pewno, we wnętrzu. Na zewnątrz, czasami jest to niewygodne.
Ojciec Benedetto rozumie to wyznanie, ale chciałby jednak wiedzieć jeszcze więcej i dlatego prosi: Daj mi znać, jak rozwija się Twój problem: dominujesz nad nim w pełni czy jeszcze nie. Ważne jest dla mnie wiedzieć, że jesteś dobry, zwyczajnie dobry, tak jak święci! Grzechy świata, które - przed zasmuceniem jego - zasmucają serce Boga, niszczą dusze. Stąd też - od czasu do czasu - w wyrazie twarzy ojca Pio i w jego sposobie mówienia pojawiały się oznaki głębokiego smutku, które nie wynikały z braku tolerancji, czy też z wewnętrznego buntu na wstrząsające sytuacje, ale ze spraw, których nie chciałby widzieć.

To proste narzędzie w rękach Boga - jakim był ojciec Pio - drżało z miłości. Obok niego znajdowało się wiele dusz potrzebujących ratunku, mimo że nie dawał - jak sam to wyraził - słodyczy temu, kto potrzebował środka przeczyszczającego.
Jeśli ta roztropna twardość, zewnętrzny gniew i pełna przemocy miłość przeszkadzała niektórym, to jednak nawet oni intuicyjnie wyczuwali w niej prawdziwy motyw: ojciec Pio wyrzucał ludzi oddalonych, aby bardziej ich przybliżyć. Kiedy pewnego dnia ostro po traktował pewną osobę, inna - obecna przy tym zdarzeniu - powiedziała: Ależ, ojcze, zabiliście tę duszę. Na to on odpowiedział: Nie, przycisnąłem ją do serca! Zmuszał się, aby być surowym. Takie oschłe zachowanie bardzo wiele go kosztowało, ponieważ z natury był nastawiony na przytulanie do serca tych, którzy do niego się zbliżali. Ale jest rzeczą niezaprzeczalną, że osoby źle przez niego potraktowane, nie poddawały się i jeszcze z większą determinacją i śmiałością wracały do niego.

Doprowadzanie dusz do słodkiego Jezusa, szczególnie poprzez sakrament pojednania, jest wspaniałym aspektem jego kapłańskiego apostolatu. Konfesjonał był jego radością i źródłem niepokoju, gdyż pragnął dobrze rozdzielać Krew Chrystusa obmywającą dusze. Innym aspektem podkreślanym przez tych, którzy przeanalizowali różne zachowania i gesty ojca Pio, jest obrona przed popularnością, która w pewnym momencie nie miała już umiaru i kłóciła się z jego wrodzona pokorą:
Nie wiem, jak ten habit świętego Franciszka, który noszę, nie ucieka ode mnie. Ostatni delikwent na ziemi jest złotem w porównaniu ze mną - powiedział gwardianowi, który pewnego dnia okazał mu uczucie i szacunek.
Gdybym miał się jeszcze raz urodzić - mawiał drżąc przed godnością kapłańską - stałbym się bratem, ale nie kapłanem. Napawa mnie lękiem moja niegodność oraz przeraża kapłańska odpowiedzialność - wyznaje. Tym, którzy dziękowali mu za otrzymanie jakiejś łaski, odpowiadał: Synu mój, co ja mogę zrobić? Wszystko pochodzi od Boga. Ja jestem bogaty w jedną jedyną rzecz: niekończącą się nędzę.

Ojciec Pio jest człowiekiem radosnym. Radość jak wyznaje Chesterton - jest gigantycznym sekretem chrześcijanina, ale czasem łatwiej było dojrzeć anioła niż zobaczyć radosną twarz chrześcijanina. Takie wykrzywienie miało wpływ na niektórych hagiografów, którzy świętych ukazali jako ludzi milczących i nadąsanych. Tymczasem było odwrotnie: oni starają się nam przypominać, że Bóg stworzył nas z miłości, abyśmy żyli w radości (...).
Szczególnym aspektem radości jest dobry humor, jako zdolność do wydobycia na zewnątrz i przedstawienia tego, co jest śmieszne w rzeczach, o ile nie zawiera wrogiego stanowiska czy zwykłego wyśmiewania, ale działanie bystrej i myślącej inteligencji, która wywołuje ludzką sympatię.

Właśnie taką postawę mamy na myśli, kiedy mówimy o poczuciu humoru ojca Pio: radość, wesołość, chęć zabawy, żartobliwe, bystre, podobające się, i pełne aluzji powiedzonka nigdy nie przemieniające się w ironię. Jest on radosnym dawcą, który z radością, z niewinnym uśmiechem, pochodzącym z czystego serca, służy Bogu i posiada tę świętą radość, która w Bogu ma swój punkt odniesienia.

Ojciec Pio jest także wspaniałym, pełnym życia, znakomitym rozmówcą, który potrafi skupić na sobie uwagę audytorium. Ale to przede wszystkim jego ogromy ładunek poczucia humoru nie uchodzi uwadze nikogo. Bawi się i rozbawia - w etymologicznym sensie tego słowa. Wycisza swoje napięcia fizyczne i psychiczne, i cieszy się odpoczynkiem w trakcie służby ludziom.
Relaksuje się ("relaxare"': zwolnić, tj. odprężyć się) uczestnicząc - i to chętnie - w rekreacjach wspólnoty, nie zapominając, że braterska konwersacja jest czystą miłością, a miłość jest zawsze cenna. Ze swego bogatego skarbca z łatwością wydobywa niewyobrażalne i oryginalne historie, które opowiada z fascynującą swobodą tak, że mogło to wywołać nawet zazdrość najlepszego narratora. Umie używać cennej cnoty eutrapelia: nie za dużo, ani nie za mało. Żartobliwy i uprzejmy, zaangażowany Boży człowiek, który przemienia ciało i duszę w pokoju i radości.

Pan Bóg obdarował ludzi różnymi talentami i zobowiązał ich do ich rozwijania. Ojciec Pio uczy, że nie wolno siać Boskich darów na ziemię jałową i porośniętą chwastami. Wezwany, aby w powtórzyć coś z Męki Jezusa Chrystusa, kiedy czuje się "wyciśnięty przez prasę ciężkich prób", ucieka się do Boga. Jemu ofiaruje swoje cierpienia, ale szuka również pomocy u ludzi. Nie ukrywa swoich łez: są one jękami natury, jak to określa święty Leonardo da Porto Maurizio, które pozostały także w świętych. Oni, nasi przyjaciele i wzory do naśladowania, uczą swoim zachowaniem, nas, ubogich synów Chrystusa, jak możemy wyżalić się przed Panem Bogiem nie obrażając Go.

Pomimo zatopienia w morzu Bożej miłości, ojciec Pio jest przekonany, że sam jest największym grzesznikiem. Dzieje się tak z powodu jego zakorzenienia w świętej pokorze, która tworzy pustkę w duszy, aby przygotować miejsce Bogu przychodzącemu wypełnić ją. Wiem doskonale - pisze ojciec Pio - że nie posiadam w sobie niczego, co mogłoby być w stanie przyciągnąć wzrok naszego najsłodszego Jezusa. To jego dobroć wypełniła moją duszę wieloma dobrami.

Jego przykład pokazuje nam, że uwolnienie się od wad jest konieczne, aby osiągnąć świętość. Ale jest również prawdą, że świętość nie oznacza uwolnienia od wszelkich wad. Ojciec Pio radzi nam postępować z niecierpliwością tak, jak z kłębkiem wełny: dobrotliwie starać się, aby mieć cierpliwość. Nie chcę upaść na duchu i chcę tej cnoty dzięki pomocy Jezusa i Maryi.
Umie kochać szczerze i prosto, tak jak każdy człowiek. Przyjaźnie traktuje wszystkich i tak też rozwiązuje problemy, nawet te najbardziej skomplikowane. On, prawdziwy poeta życia, wskazuje na konieczność posiadania jasnej i pięknej wizji życia: Kto chce kochać Boga, może to robić. Wystarczy odrzucić nieporządek. Kiedy tworzy się porządek, kocha się Boga. Kochać Boga i całe stworzenie.

Prawdziwy syn świętego Franciszka z Asyżu nie akceptuje opozycji pomiędzy Stwórcą a stworzeniem. To nie natura jest skażona, lecz wola, która ją psuje. Nie można czcić Stworzyciela, przeklinając stworzenie, to prawie tak, jakby Bóg Odkupiciel przeszkadzał nam wierzyć w Stworzyciela. Natura ludzka jest zła tylko wtedy, kiedy zostaje oderwana od Boga. Nadprzyrodzona myśl nie powoduje, że sprawy tego świata stają się godne pożałowania, ale przywraca im na nowo wnętrze, którego została pozbawiona.