|
Krzyż i cierpienie w życiu Ojca Pio
WSTĘP Bracia i Siostry! Czas Wielkiego Postu to czas szczególny, kiedy to staramy się "upodobnić do Chrystusa" rozważając jego Mękę, śmierć i zmartwychwstanie. Jest to czas, w którym staramy się przełożyć słowa na konkretne życie. - Najłatwiej jest widzieć krzyż na ramionach Chrystusa" Są tacy, którzy potrafią godziny spędzać na "współczuciu Jezusowi", który cierpi, w Ogrodzie Oliwnym, na Drodze Krzyżowej, czy na Golgocie. Nie chcą jednak zdobyć się na przekroczenie progu, poza którym Chrystus jest obecny w drugim cierpiącym człowieku. - Trudniej jest widzieć krzyż na ramionach osób nam bliskich!. Doświadczanie krzyża w rodzinie, cierpienie współmałżonka, tak często sprawia, że rodzi się w nas protest przeciwko Bogu, który nie przyjmuje naszych wspaniałych rozważań, modlitw i dopuszcza cierpienie. - Najtrudniej jest przyjąć krzyż na własne ramiona!. Najdrobniejsze nawet cierpienie wywołuje w nas rozżalenie. Dlaczego" Dlaczego ja" Czyż na tym polega miłość Boga ku człowiekowi" KAZANIE Miłość człowieka ku drugiemu człowiekowi sprawia, że gotów jest przyjąć cierpienie osoby kochanej na siebie. Ale w tej gotowości jest zakorzenione głęboko przekonanie, że ono nie przejdzie na nas, że każdy ma "przeznaczony" własny krzyż. Stąd też w naszych "dialogach z Bogiem" jest tak wiele obietnic "wzięcia na swoje ramiona" krzyża, cierpienia. Stąd te słowne formy współczucia Jezusowi niosącemu krzyż. Nikt z nas po doświadczeniach Drogi Krzyżowej nie chciałby wrócić do domu bardziej cierpiący, głębiej zraniony, bardziej osamotniony, mimo że w czasie Gorzkich Żali, czy też Drogi Krzyżowej wypowiedział wiele słów współczucia Jezusowi, czy też Maryi - Jego Matce. Jeśli chcemy być rzeczywistymi naśladowcami Ojca Pio winniśmy bardzo głęboko przemyśleć to wszystko co jest treścią naszych dialogów z Bogiem, z Jezusem, by nie okazało się, że jest w nich bardzo wiele piękno-słowia, pustych obietnic, słów bez pokrycia, w których głębię i prawdziwość sami nie wierzymy. A czasami można nawet odnieść wrażenie, jak byśmy bali się, by słowa przez nas wypowiadane nie stały się rzeczywistością. Spójrzmy na Ojca Pio, na jego rzetelność i odpowiedzialność za każde słowo w relacjach z Bogiem Ojcem i z Chrystusem. Ojciec Pio wobec cierpienia i oczyszczenia ucieka się do duchowości Męki i mistyki krzyża. W tej dziedzinie nie prezentuje nauki, której nauczył się z książek albo z różnych szkół ascezy. Mówi jako ten, który w pierwszej osobie doświadczył tajemnicy ukrzyżowania. Z jego listów wynika jasno, że "krzyż", w jakiejkolwiek postaci, będzie biletem wstępu dusz "wybranych" przez Ojca niebieskiego i "umiłowanych" przez Syna ukrzyżowanego. Ojciec Pio z naciskiem i pewnością stwierdza, że za przykładem Jezusa Chrystusa: "Wszyscy Jego naśladowcy muszą iść drogą Kalwarii, niosąc krzyż, aby później umrzeć na nim. Tylko tą drogą można dojść do zbawienia" (Epistolario t.3 s 243) .
W jedności z Bogiem duchowe dzieci mają obowiązek jeszcze bardziej zjednoczyć się z Jezusem Chrystusem działającym w braciach i w stworzeniu.
Na tym etapie, w oparciu o Słowo Boże oraz intensywne życie eucharystyczne, członkowie grupy starają się o coraz większe zjednoczenie z Bogiem w duchu adoracji i ofiary z siebie. Należy dążyć do tego, aby stać się "ludźmi modlitwy", na wzór Ojca Pio, który nazywał siebie "prostym bratem, który się modli" i św. Franciszka; "człowieka, który stał się modlitwą". W społeczeństwie zdominowanym przez przemoc, osobiste interesy, niesprawiedliwość i faryzejski bon ton, ciągle aktualne jest przesłanie Ojca Pio, który zachęca do zjednoczenia z Bogiem będącego nieodzownym warunkiem, aby urzeczywistnić pokój wewnętrzny i między ludami. Pokój ten jest owocem ciągłego trudu panowania nad sobą i uwolnienia od lęku "zbytniej troski materialnej czy duchowej" oraz niepokoju spowodowanego przez "uzdolnionego artystę ciemności" i przez miłość własną, "która nie opuszcza nas aż do śmierci" (Epistolario t.3 s. 260) .
Ojciec Pio wskazuje również drogę do osiągnięcia bliskości z Bogiem. W liście do Annity Rodote z 12 września 1915 roku zachęca ją, aby oddaliła od siebie wszystkie bezużyteczne myśli, które "zapełniają serce próżnością i zaciemniają umysł".Swoim duchowym dzieciom ukazuje najlepszą drogę medytacji i kontemplacji: upodobnienie się do Boga ubogiego; bycie zwiastunami pokoju; napełnienie się prostotą, cichością i pokorą, które niszczą w nas pragnienie wywyższania się, ukazując ewangeliczne "ostatnie miejsce"; bycie światłem w sytuacjach osobistego lub rodzinnego cierpienia, wybierając nieustannie postawę akceptacji i ofiary. Podejmując krzyż trzeba go nieść aż do końca. Naturalnym zakończeniem drogi krzyżowej jest natomiast śmierć jako oddanie całego życia. Padre Pio był tego świadomy i wybierając Chrystusa, pragnął trwać przy Nim na zawsze i we wszystkich okolicznościach życia. Niekiedy zadaje sobie pytanie, jak długo będzie jeszcze trwało cierpienie, lecz zaraz pokonuje ten odruch wyznając Bogu: "sprawiłeś, że wstąpiłem na Krzyż Twego Syna, a ja czynię wysiłki, aby jak najlepiej się do niego dopasować. Jestem przekonany, że już nigdy nie zstąpię z tego Krzyża i że już nigdy nie zobaczę rozpogodzonego nieba... Jestem gotów na wszystko" (Listy Ojca Pio t. 3. Łódź 1996, s. 89).
Dalej w tym samym liście stwierdza wobec swego kierownika duchownego: "Jestem gotów na wszystko, na każdą ofiarę, bylebym tylko nie obraził Boga"
(Listy Ojca Pio t. 3. Łódź 1996, s. 90).
Praktycznie całe życie i wszystkie dnie oraz noce Ojciec Pio cierpiał znosząc boleści ciała, ataki szatańskie lub wewnętrzne wątpliwości.
W swoim przylgnięciu do krzyża pragnie on jeszcze większej intensywności cierpienia. Uważa ból za najlepszą cząstkę, jaka może być udzielona człowiekowi. A ponieważ wyższym stopniem ogołocenia i wydania na mękę jest cierpienie w samotności i opuszczeniu, kapucyński stygmatyk pragnie go i otrzymuje będąc niezrozumianym, pozbawionym kierownika duchowego i oskarżanym o różne nadużycia i kłamstwa. Spojrzenie na te cierpienia, jak zawsze oświecone jest światłem wiary, dzięki której Ojciec Pio wczuwa się w sytuację Ukrzyżowanego i podziela całkowicie myśli Jezusa. Odniesienie do Zbawiciela jest dla niego najwyższym kryterium oceny własnych doznań. Jednym z powodów bólu duszy jest natomiast niepewność, czy jego doznania są zgodne z oczekiwaniem Chrystusa. Skoro miarą miłości jest to, iż jest bez miary, podobnie jest i z cierpieniem, którego końca nie można przewidzieć i określić. Ojciec Pio zdaje się ciągle przekraczać granice swej wytrzymałości, kiedy stwierdza, iż doznawane cierpienie jest już nie do zniesienia" " (Listy Ojca Pio t. 3. Łódź 1996, s. 159) , a potem wyznaje, że ma ono jeszcze bardziej dramatyczny przebieg" " (Listy Ojca Pio t. 3. Łódź 1996, s. 172) . W życiu Ojca Pio zaznacza się przejście od cierpień ciała do bardziej dokuczliwych cierpień duszy. Dostrzegalny rozwój w odporności na cierpienie łączy się z coraz pełniejszym przylgnięciem do Chrystusa i pogłębieniem świadomości współuczestniczenia w dziele odkupienia. Spowiadając wielkich grzeszników kapucyński mistyk pragnie za nich ofiarować swoje cierpienia, widząc w tym lekarstwo na ich nawrócenie i przemianę. Ojciec Pio pozostaje więc zawsze wrażliwy na miłość bliźniego, a ogrom własnych cierpień nie przysłania mu realistycznego spojrzenia na świat. Wzorem i źródłem mocy w znoszeniu krzyża jest Jezus Chrystus, do którego upodobnić się pragnie Padre Pio. Dlatego nie tylko nie określa jakiegoś kresu wytrzymałości, ale jest zainteresowany ciągłym przekraczaniem tej granicy, by zbliżyć się do Umiłowanego. W liście do o. Agostino napisał: "nie pragnę, by krzyż stał się lżejszy, ponieważ cierpienie z Jezusem jest mi drogie" (Listy Ojca Pio t. 3. Łódź 1996, s. 264).
W tym aspekcie Ojciec Pio podobny jest do św. Franciszka, który prosił o najwyższy możliwy do zniesienia przez człowieka stopień cierpienia. Warto jednak zauważyć, że Sługa Boży modli się jednak za innych, by Bóg ulżył im ciężaru znoszonego krzyża"
(Listy Ojca Pio t. 3. Łódź 1996, s.244)
Jest bardzo zainteresowany pomaganiem innym i poświęca dużo czasu, by spełniać prośby o modlitwę lub pomoc materialną dla potrzebujących. W listach powtarzają się sprawy dotyczące różnych osób, którym należy udzielić rady, pocieszyć w strapieniu, obronić dobre imię lub załatwić wsparcie pieniężne.
Zanurzenie w tajemnicę krzyża powodowało realny i bardzo dokuczliwy ból. Odzwierciedlenie przeżyć Chrystusa w postaci przebicia serca włócznią, koronowania cierniem i stygmatów na rękach, nogach i boku kosztowało Ojca Pio niemało krwi, łez i nawet skarg do swoich ojców duchowych. Niekiedy wręcz bał się cierpienia, a jego serce wzdragało się przed okrutnym katuszami zadawanymi mu przez brutalnego kozaka. Niejednokrotnie opisując swoje przeżycia Ojciec Pio ukazuje swoje obawy, czy to, co przeżywa, pochodzi od Boga i czy nie jest przypadkiem owocem jakiejś iluzji. Otrzymując potwierdzenie od samego Jezusa, Matki Bożej i Anioła Stróża, zwraca się z wątpliwościami do swych kierowników duchowych przedstawiając im do oceny przeżywane doświadczenia. W listach Ojciec Pio wyznaje, że jedynie opierając się na autorytecie jest w stanie przeciwstawić się licznym wątpliwościom, nasuwającym mu się z związku z niewytłumaczalnym charakterem jego cierpień" (Listy Ojca Pio t. 3. Łódź 1996, s. 122) .
Korespondencja z ojcem Benedetto i ojcem Agostino ujawnia osobowość niezmiernie wrażliwą i delikatną, która - wydawać by się mogło - nie jest przygotowana na znoszenie tak ciężkich doświadczeń. Dlatego wyjaśnienia tajemnicy odporności na te próby trzeba szukać w udzielanej mu nadzwyczajnej pomocy Bożej, której świadectwo powtarza się w listach. Jezus, doświadczając swego sługę, obdarza go przeogromną radością, wobec której bóle i utrapienia wydają się małe i nie mające większego znaczenia. Jak sam to określił w liście do kierownika duchowego: "wielkie duchowe radości następują po ogromnych duchowych cierpieniach" (Listy Ojca Pio t. 3. Łódź 1996, s. 89).
Po tych refleksjach spojrzymy na nasze relacje z Bogiem. Ile w nich rzetelności i odważnego zawierzenia Bogu, a ile tylko uczuciowego przeżywania modlitwy dla własnej satysfakcji i poczucia samozadowolenia.MODLITWA POWSZECHNA Boże, Ojcze każdego człowieka, w dniu dzisiejszym polecamy Tobie wszystkich, którzy z racji choroby i różnorakiego cierpienia są najbliżsi Twojemu Synowi, przyjmij zatem nasze modlitwy: 1. Tobie polecamy papieża z rodu Polaków, Jana Pawła II, który z godnością znosi choroby i cierpienia swojego wieku. Wejrzyj na nas z niepokojem, przeżywających jego bóle i strapienia i wysłuchaj nasze prośby. Ciebie prosimy... 2. Ojcze niebieski, Tobie polecamy wszystkich, którzy zawierzyli Tobie przez wstawiennictwo błogosławionego Ojca Pio. Racz Panie sprawić, by ich nadzieje nie zostały zawiedzione. Ciebie prosimy... 3. Wejrzyj miłosiernym sercem na nasze rodziny, chorych w naszych domach, cierpiących i oczekujących powrotu do zdrowia. Okaż im miłosierdzie, i nas wysłuchaj. Ciebie prosimy.... 4. Tak wielu ludzi jest samotnych i czujących się opuszczonymi, zerwij z ich serc i oczu pancerz uprzedzenia i dopomóż zobaczyć im życzliwość i serce u najbliższych z ich otoczenia. Ciebie prosimy.... 5. Przez ręce naszych polskich męczenników zanosimy do Ciebie Panie, modlitwę za wszystkich, którzy polecają się Tobie przez naszą modlitwę zawierzenia. Wysłuchaj ich prośby i błagania. Ciebie prosimy.. 6. Pragniemy także modlić się za nas samych. Ty Panie, jesteś ostoją i mocą wszystkich, którzy Tobie zawierzyli, przyjmij nasze modlitwy przez wstawiennictwo Ojca Pio, obdarzaj nas i nasze rodziny zdrowiem i swoim błogosławieństwem. Ciebie prosimy.... Wszechmogący Boże przyjmij nasze modlitwy, które w pokorze serca, przez Twojego Syna zanosimy do Ciebie, Ojca każdego człowieka. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen. opr. O. Bogusław Piechuta OFMCap
|