(Sztafeta - [Stalowa Wola] 26 września 2002 s. 16)
Hospicjum Ojca Pio
na osiedlu Serbinów w Tarnobrzegu, pierwszych pacjentów przyjęło półtora roku temu. To jedyna niepubliczna placówka tego typu w mieście, założona pracz księdza Michała Józefczyka. W ciągu zaledwie kilku tygodni w ośrodku wypełniły się wszystkie miejsca i choć podwojono liczbę łóżek lista oczekujących na przyjęcie do placówki jest coraz dłuższa. Aby rozwiązać problem lokalowy, tarnobrzeski samorząd przekazał ośrodkowi nowy budynek.
Czekają i pytają
Obecnie w przyparafialnym hospicjum przebywa 19 podopiecznych, 10 czeka na przyjęcie, natomiast setka pyta o miejsce. Aby tu trafić trzeba złożyć m.in. podanie o przyjęcie potwierdzone przez prezydenta miasta, oraz zaświadczenie lekarskie stwierdzające, że osoba ubiegająca się o skierowanie do zakładu ze względu na stan zdrowia wymaga całodobowej opieki i hospitalizacji. - Bardzo często rodzina nie może poradzić sobie z chorym - mówi Leokadia Janusz, kierownik hospicjum Ojca Pio w Tarnobrzegu. - To bardzo ciężka praca.
Trzeba cały czas przy takiej osobie czuwać, opiekować się nią, a pracujący syn czy córka nie zawsze maję na to czas. Moim zdaniem nawet jeśli osobę chorą bardzo się kocha, nie można się z nią ,męczyć, lepiej oddać ją do hospicjom, gdzie ma należytą opiekę medyczną. Podopieczni ośrodka to nie tylko tarnobrzeżanie, ale również chorzy z Baranowa Sandomierskiego, czy nawet z okolic Rzeszowa. To osoby z zaburzeniami mowy, ruchu, cierpiący na chorobę nowotworową, Parkinsona. - Często hospicja porównywane są ze szpitalem, od którego różnię się tylko tym, że prowadzimy nie tylko leczenie, ale również terapię zajęciową i rehabilitację - dodaje Leokadia Janusz. - Najważniejsze jednak jest to, że wszystkich naszych podopiecznych traktujemy jak domowników.
Sytuacja hospicjum nie jest jenak najlepsza. Aby placówka mogła nadal prawidłowo funkcjonować niezbędne jest dodatkowe wyposażenie oraz nakłady finansowe. Potrzebne są m.in. materace; poduszki przeciwodleżynowe, chodziki, wózki inwalidzkie, kule, laski. To jednak nie wszystkie potrzeby Brakuje tu wolontariuszy chcących nieść pomoc, a przede wszystkim brakuje pieniędzy. Dostajemy od kasy chorych 50 złotych na jedncł osobę, tymczasem spora liczba pacjentów nie ma żadnych dochodów, dlatego borykamy się z problemami finansowymi - tłumaczy kierownik hospicjum.
Na szczęście są ludzie dobrej woli gotowi pomóc - dodaje ksiądz Michał Józefczyk. - Dzięki nim otrzymujemy codzienną dostawę pieczywa, mleka, czasem mięsa czy innych wyrobów spożywczych. To cieszy, jednak potrzeb stale przybywa.
Ośrodek posiada własną aptekę, do której często przychodzą chorzy spoza hospicjum, których po prostu nie stać na wykupienie drogiej recepty. - Jest nam ciężko, ale przecież nie możemy odmówić pomocy, dlatego często realizujemy takie recepty - przyznaje Leokadia Janusz.
Jest już drugie
Aby rozwiązać problem lokalowy, tarnobrzeski samorząd przekazał placówce dodatkowy budynek mieszczący się przy ulicy Dąbrówki w Tarnobrzegu. Drugie już w mieście hospicjum zajmuje powierzchnię 500 metrów kwadratowych i składa się z dwóch części.
- Pierwsza to część gospodarcza składająca się z kuchni, magazynów oraz szatni dla personelu - mówi Janusz Czapla, dyrektor Katolickiego Centrum Wolontariatu w Tarnobrzegu.
- Druga to część rehabilitacyjna, w której jest piętnaście czternastometrowych dwuosobowych pokoi dla pacjentów oraz cały szereg toalet, jadalni i świetlic.
Nowe hospicjum może przyjąć 35 pacjentów, gdyż udało się zorganizować właśnie tyle samo łóżek. - Wszystkie łóżka są nowoczesne, automatycznie podnoszone, sterowane elektrycznie tłumaczy Janusz Czapla. - Cały sprzęt medyczny jest w stu procentach nowy, dlatego mogę powiedzieć, że powstał tu mały szpital. Przewidujemy, że w obu hospicjach będzie około 50 pacjentów, dlatego w hospicjum przy kościele chcemy zrobić oddział osób termninalnie chorych, natomiast do nowego budynku przyjęć osoby, u których choroby wynikają z wieku starczego. Niektórzy pacjenci będą tu mieć lepsze warunki niż mogliby im stworzyć najbliżsi.
Kadra medyczna składa się z 4 pielęgniarek, 3 salowych, grupy lekarzy na czele ze Stanisławem Świstakiem i Barbarą Kozik, którzy od początku pracują w hospicjum.
Najważniejszym pionem, bez którego hospicjum nie mogłoby istnieć i sprawnie funkcjonować, są oczywiście wolontariusze, którzy pracują pod kierunkiem Elżbiety Szajdy, kierownika koordynacji: - W nowym hospicjum obędzie pracowało 25 przeszkolonych wolontariuszy -
dodaje Janusz Czapla. Muszę przy okazji powiedzieć, że przy remoncie budynku pomogli nam także bezdomni, którzy włożyli tu swoją cegiełkę i choć sami nie maję domu, zbudowali nowy dom dla innych też potrzebują pomocy.
Mamy grupę osób z Sandomierza, którzy dojeżdżają do nas przez półtora roku.
Ostatnio zgłosiło się do nas dosyć sporo młodzieży, w tym co jest ewenementem - są młodzi chłopcy w wieku 17-22 lata, którzy zgłosili chęć pomocy i sprawdzają się jako wolontariusze. Niestety, jest ich wciąż za mało, dlatego zdecydowaliśmy się na przeprowadzenie kampanii w szkołach.
Nowe tarnobrzeskie hospicjum poświęcił biskup Edward Frankowski, który wspomniał o wielkich zasługach księdza Michała Józefczyka, założyciela placówki. - Jestem pełny podziwu, że w tak krótkim czasie udało się uruchomić nie jedno, ale dwa, tak potrzebne obecnie hospicja. Na północy województwa wszyscy chorzy mogą znaleźć opiekę tylko w tarnobrzeskich hospicjach.
Podobnych placówek nie ma ani w Stalowej Woli ani w Mielcu.