Msza święta Ojca Pio
Rok Eucharystii - grudzień 2004.

Bracia i siostry!

"Jak Najświętsza Maryja Panna,
oprzyjcie się o krzyż Jezusa.
a na pewno nie pozostaniecie
bez pocieszenia."
Ojciec Pio
Ludzie nie przybywali do San Giovanni po to, aby zobaczyć supernowoczesną klinikę lub posłuchać opowieści o spektakularnych nawróceniach czy uzdrowieniach.
Większość pielgrzymów miała do dyspozycji tylko jeden dzień, a czasami tylko jedno przedpołudnie. Przybywali tutaj, aby uczestniczyć we Mszy świętej Ojca Pio. To znamienny fakt, zwłaszcza że czasami byli to ludzie z bardzo daleka, nawet z Ameryki. Niektórzy wykorzystywali pobyt w Rzymie, Neapolu lub innym mieście, aby wpaść na chwilę do San Giovanni. Wielu odjeżdżało tego samego dnia. Przybywali tylko z powodu Ojca Pio.
Już od drugiej czy trzeciej nad ranem wysiadali z autokarów pod klasztorem, zdziwieni, że plac przed kościołem roi się od ludzi. Cierpliwie czekali na otwarcie drzwi; przez ten czas odmawiali różaniec.
Dla ludzi niewierzących, którzy przyjechali tutaj tylko z ciekawości Msza święta Ojca Pio była ceremonią taką samą jak inne.
Dla wierzących miała niezwykłą wartość poprzez prawdziwą obecność Pana, wzywanego słowami Przeistoczenia.
Msza święta, gdziekolwiek jest odprawiana, ma jednakowe znaczenie; co więc było takiego nadzwyczajnego w Mszy świętej odprawianej przez Ojca Pio? Bez wątpienia chodziło o to, że w czasie Mszy odprawianej przez niego odczuwało się niemal namacalnie tajemniczą i jednocześnie realną obecność Boga.
Miało się świadomość, że nie można nic dodać do jej wielkości, ograniczonej jedynie przez niezbadaną wolę Bożą. Kiedy Ojciec Pio dochodził do stopni ołtarza, jego twarz zmieniała się zupełnie. "Był już nie tylko kapłanem sprawującym Ofiarę, lecz także Sługą Bożym", który dawał świadectwo istnienia Pana, nosząc na ciele pięć krwawych ran ukrzyżowania. Jego Mszę głęboko się przeżywało, zanurzało się w niej.

Msza święta Ojca Pio trwała długo; uczestnicząc w tej celebracji, traciło się poczucie czasu i miejsca.
Całe życie Ojca Pio koncentrowało się na świętej Ofierze mszalnej, która, jak mawiał, dzień po dniu ratuje świat przed upadkiem. Brunatto, który najczęściej asystował Ojcu i miał szczęście być jego ministrantem, opowiadał, że w latach odosobnienia Ojca celebracja Mszy świętej trwała czasami do siedmiu godzin. Później nakazano Ojcu w imię posłuszeństwa ograniczyć czas do około jednej godziny.
Msza święta Ojca Pio była niezapomnianym wydarzeniem i pragnęło się przynajmniej raz w niej uczestniczyć.
Gdy Ojciec opuszczał zakrystię, podtrzymywało go dwóch współbraci, bo przebite stopy powodowały silny ból. Ciężkim, niepewnym krokiem szedł w kierunku ołtarza. Oprócz tego, że dokuczały mu stygmaty, spędzał jeszcze całą noc na modlitwie. Tak robił przez całe pół wieku. Zanosił Bogu wszystkie intencje, prośby, błagania, które dochodziły do niego pisemnie lub ustnie z całego świata. Do tego dźwigał wszystkie udręki, cierpienia, niepokoje, z którymi ludzie do niego przybywali: wszystkie je brał na siebie. Pewnie dlatego Ofiara tej Mszy była tak długa i wstrząsająca.
Skupiony tłum jednoczył się z Ojcem Pio, gdy podnosił patenę ociekającymi krwią dłońmi i ofiarowywał ją Wszechmocnemu Ojcu. Patena uginała się pod ciężarem nagromadzonych dobrych uczynków, cierpień i szlachetnych intencji. Ten chleb miał za chwilę ożyć i przemienić się w Tego, który, jako jedyny, mógł okupić grzechy ludzkości.
Nie tylko główne części tej Mszy były godne uwagi. Ojciec Pio odprawiał całą Mszę w świadomości głębokiego znaczenia każdego słowa. każdego liturgicznego gestu.

Co wydarzało się pomiędzy nim a Bogiem, pozostanie tajemnicą; w pewnych gestach, w milczeniu, w przerwach można było się tylko tego domyślać. Wyraz twarzy Ojca Pio zdradzał dramat, który przeżywał całym sobą. Często z zamkniętymi oczami rozmawiał z Bogiem lub wpadał w kontemplacyjną ekstazę.
W czasie przeistoczenia Ojciec Pio zatrzymywał się na chwilę, jakby chciał się skoncentrować. Bóg jeden wie, jaka ciemna i niewidoczna siła używała całej swojej mocy, aby przeszkodzić mu w wypowiedzeniu słów Przeistoczenia. W niektóre dni Msza. poczynając od Sanctus. była dla niego prawdziwą męką. Pot pokrywał mu twarz, łzy płynęły po policzkach. Był człowiekiem pogrążonym w bólu, który walczy ze śmiercią. Mimowolnie myślałem wtedy o Chrystusie w Ogrodzie Oliwnym. Wyraźnie było widać, że podczas wymawiania słów Przeistoczenia przeżywał prawdziwe cierpienie. Wyglądało to, jakby przy każdym słowie doznawał głębokiego szoku, aż cały drżał. Może, jak niektórzy uważają, że tym momencie przeżywał Mękę Chrystusa w pełni i intensywnie.
Życie Ojca Pio było wzorowane na Męce Pańskiej.
Porządek jego dnia był kontynuacją świętej Ofiary mszalnej. Oprócz Ofiary na Golgocie, sakramentalnej Ofiary Ostatniej Wieczerzy, Ofiary Kościoła i naszej Ofiary, Msza jest także Ofiarą eschatologiczną, Ofiarą nadziei.
Opr. br. Bogusław Piechuta OFMCap