Pewnego dnia postanowił sam dowodzić eskadrą bombowców, których zadaniem było zniszczenie poniemieckich zapasów broni, właśnie w San Giovanni Rotondo. Generał ów opowiadał, że w pewnej chwili zarówno on, jak i jego pi1oci dostrzegli na tarczach celowniczych postać jakiegoś zakonnika z uniesionymi w górę rękami. W tym momencie wyrzucone zostały automatycznie bomby na okoliczne lasy, a samoloty zatoczyły piękny łuk, bez żadnego udziału osłupiałych pilotów.
Ten epizod stał się natychmiast tematem rozmów i narad wśród pilotów i oficjalnych osobistości. Wszyscy zastanawiali się, co To mogło być, kim był ów zakonnik, któremu w tajemniczy sposób posłuszne były samoloty. Ktoś wreszcie poinformował generała, że w San Giovanni Rotondo mieszka jakiś kapucyn o niezwykłych właściwościach. Generał nic nie odrzekł, ale widocznie zapamiętał tę dziwną informację, bo tuż po skończonej wojnie udał się do klasztoru kapucynów w Foggi, mówiąc, że nareszcie ma możliwość sprawdzenia tamtego niezapomnianego epizodu. Zaraz na progu konwentu powitała go grupa zakonników, i generał natychmiast rozpoznał wśród nich tego, którego widział w tak niezwykłych okolicznościach. Zanim jednak zdołał wykrztusić słowo, o. Pio podszedł do niego, położył 1u dłoń na ramieniu i zapytał: Ach, więc to ty chciałeś nas wszystkich wysadzić w powietrze? Przejęty ciężarem tego wzroku i wymową tych słów, które wszystko potwierdzały generał upadł na kolana. o. Pio rozmawiał z nim jeszcze długo, mówiąc swoim zwyczajem dialektem swego rodzinnego regionu, a generał, który nie znał włoskiego , a tym bardziej dialektu z Benevento, przekonany był, że rozmow a toczy się po angielsku. |