|
Tajemnica zaniku stygmatów przed śmiercią
Gabriele Amorth, Ojciec Pio - wiara, cierpienie, miłość, Wyd. Ks. Sercanów s. 36
Intrygującym jest fakt zaistnienia stygmatów. Wprost niewiarygodnym jest ich fakt nieustannego trwania przez pełnych pięćdziesiąt lat. Zaskakującym natomiast jest fakt zaniku bezpośrednio przed śmiercią, a nawet jak wspomina O. Gerardo Di Flumeri, odpadnięcie "ostatniego strupa z lewej dłoni" niemalże w momencie śmierci.
W świetle czego mamy patrzeć na fakt stygmatów ich powstania i zniknięcie? W tej refleksji zwrócimy uwagę na stygmaty Ojca Pio w świetle wypowiedzi samego Ojca Pio i wielu różnych świadków, a także spojrzenie na nie różnych autorów piszących o Ojcu Pio. "Stygmaty są ranami o właściwościach, jakich nie spotyka się w medycynie: są jedyne, niepowtarzalne. Posiadają własne, specyficzne cechy. Stanowią oddzielny organizm umieszczony w ciele stygmatyka, żyjący własnym życiem. Nie ma jednakowych stygmatyków, tak jak nie ma jednakowych stygmatów. Każdy stygmat ma własne cechy charakterystyczne i własną historię, tak iż można by napisać prawdziwy systematyczny traktat o stygmatach, które stanowią niepowtarzalny fakt w religii katolickiej. Nie istnieją wyjaśnienia ani interpretacje naturalne, ale została udowodniona naukowo niemożność spowodowania tego typu obrażeń tkanki siłą histerii, hipnozy czy sugestii. Stygmaty nie mają pochodzenia patologicznego i nie są ranami patologicznymi. Utrzymują się bez leczenia, bez lekarstw i nie podlegają zakażeniu, nie gniją, jak inne rany pozostawione bez leczenia i wystawione na działanie bakterii chorobotwórczych. Są to rany fizjologiczne: są organizmem, który żyje własnym życiem, włączonym w ciało ludzkie. U ojca Pio inne rany, po operacjach chirurgicznych, normalnie się zabliźniały. Ale nie stygmaty. (...) Po śmierci ojca Pio lekarze i zakonnicy stanęli przed nowym faktem: stygmaty zniknęły, a w ich miejscu nie pozostały żadne blizny. Tak jak cudowne było pojawienie się stygmatów i ich trwanie, tak samo cudowne było ich zniknięcie bez pozostawienia blizn, chociaż pogłębione badania lekarskie i świadectwa ojca Pio oraz jego przełożonych, kierowników duchowych i współbraci wykazywały, że rany stygmatyczne nie były powierzchowne, nie obejmowały jedynie wierzchnich warstw naskórka, ale sięgały poniżej warstwy generatywnej naskórka, dotykały skóry i tkanek podskórnych. Były tak głębokie, że znikając, powinny były nieuchronnie spowodować powstanie tkanki bliznowatej. Brak blizn po ranach sięgających poza tkankę naskórka stanowi fakt wykraczający poza prawa naturalne i jest autentycznym cudem, który potwierdza nadprzyrodzone pochodzenie stygmatów ojca Pio i ich nadprzyrodzone trwanie. Ojciec Pio twierdzi, że w chwili otrzymania stygmatów widział, że "ręce, stopy i bok zostały przedziurawione i wyciekała z nich krew" (Ep I, s. 1094). Attilio Negrisolo(...) Tajemnica Ojca Pio, Wyd. WAM 1999 s. 124nn "W długiej historii stygmatyzacji Ojca Pio należy wyróżnić dwa okresy: przygotowanie do wielkiego fenomenu, które trwało osiem lat (od września 1910 r. do września 1918 r.) i trwałą stygmatyzację, która istniała ponad 50 lat (od września 1918 r. do września 1968 r.) W pierwszym okresie, który można by nazwać istnieniem stygmatów niewidzialnych, znaki męki Pańskiej ukazały się na ciele czcigodnego Ojca Pio na krótko. Pierwsze ich symptomy pojawiły się latem (sierpień-wrzesień) 1910 r., zaledwie w miesiąc po przyjęciu święceń kapłańskich. Przerażony pojawieniem się znaków - jak sam wyznaje - młody kapłan kapucyński błagał Pana, by usunął te widzialne objawy i Pan go wysłuchał. Ale choć znikły znamiona ran, zawsze pozostał ból, który był szczególnie odczuwalny w pewnych okolicznościach i w określone dni, a zwłaszcza we wtorki i od czwartku wieczorem do soboty. Ta trwałość cierpienia, mimo zniknięcia znaków przebicia, jak Ojciec Pio sam je nazywał, wydaje się wystarczać dla usprawiedliwienia używania nazwy stygmatów pierwszego okresu, choć były one niewidzialne. W drugim okresie stygmaty były zawsze widzialne i trwałe. Zjawisko to zaczęło się rankiem w piątek 20 września 1918 r. i zjawisko to nie ustało aż do samej śmierci Ojca Pio (23 września 1968 r.). (...) Podczas odprawiania ostatniej Mszy świętej (22 września 1968 r.) był jeszcze widoczny stygmat na lewej dłoni. W niecałe 24 godziny i ta rana zupełnie znikła. Wymownie znaczące jest to, że ostatni strup z lewej dłoni odpadł w chwili śmierci." O. Gerardo Di Flumeri w:" Błogosławiony Ojciec Pio" materiały
z "L'Osservatore Romano", tłum. O. Gracjan Majka wyd. "M" s. 57-58 "Gdyby Pan Bóg nie chciał dać Ojcu Pio tego wyraźnego znaku, mógłby utrzymywać stygmaty niewidzialne. Jeśli zaś uczynił je widzialnymi, krwawiącymi, dającymi się zbadać i przeprowadzić analizy lekarskie, to chciał ujawnić światu prawdziwą tożsamość swojego sługi, naśladowcy, swego zwierciadła. Daremnie chce się ukryć coś, co Bóg chciał uczynić widocznym." Gabriele Amorth, Ojciec Pio - wiara, cierpienie, miłość, Wyd. Ks. Sercanów s. 36
Maria Winowska pisząc o stygmatach Ojca Pio wspomina o wydarzeniu, którego świadkiem była mama Ojca Pio. Niewidoczne stygmaty sprawiały ból i wywoływały reakcje postrzegane przez otoczenie. Opis dotyczy dnia 20 września 1915 w Pietrelcina: "Pewnego razu Donna Giuseppina szła jak zwykle przez winnice wołając: - Padre Pio! Padre Pio! Po chwili syn opuścił swoją szopę, potrząsając gwałtownie dłońmi, jak gdyby były poparzone. Donna Giuseppina roześmiała się, była bowiem z natury wesoła. Co ci to, Padre Pio? Myślałby kto, że grasz na gitarze! To nic ważnego mamo. Tylko trochę mnie narywa" Maria Winowska, Prawdziwe oblicze Ojca Pio, Wyd. Michalineum, 1965, s. 61
" Gdyby Stwórca pytał go o zdanie, młody zakonnik błagałby Go na pewno o zachowanie nadal w ukryciu tego, co nazywał "tajemnicą swego Króla": niewidzialnych stygmatów." Jezus obdarzył ojca Pio stygmatami już latem 1910 roku w Pietrelcinie. Ojciec Pio opowiada o tym swojemu spowiednikowi i kierownikowi duchowemu ojcu Benedyktowi z San Marco in Lamis: "Wczoraj wieczorem przydarzyła mi się pewna rzecz, której ja nie umiem ani wyjaśnić, ani pojąć. Na środku dłoni pojawiło się coś czerwonego, jakby w formie pieniążka, z towarzyszącym silnym i ostrym bólem w środku tej czerwonej plamy. Ból ten był bardziej odczuwalny w lewej dłoni, tak iż jeszcze go czuję. Również pod stopami czuję lekki ból. To zjawisko powtarza się już od roku; ale teraz od dawna nie występowało. Proszę się nie niepokoić, że teraz po raz pierwszy mówię o tym ojcu; ponieważ zawsze zwyciężał we mnie ten przeklęty wstyd. Teraz również, gdyby ojciec wiedział, jak bardzo musiałem ze sobą walczyć, aby to powiedzieć. Wiele rzeczy miałbym do powiedzenia, ale brakuje mi słów: powiem ojcu tylko, że moje serce bije bardzo mocno, bo przebywam z Jezusem eucharystycznym. Wydaje mi się czasami, że chce się wyrwać z mojej piersi. (Ep I, s. 234).
Z pewnością ojciec Pio i Jezus rozmawiali o stygmatach 30 listopada 1911 roku w Venafro.
Ojciec Augustyn tak opisuje rozmowę ojca Pio z Jezusem po komunii, w trakcie ekstazy: "Zresztą, Jezu, wstrzymałbym się z mówieniem o tym ludziom, używając wyszukanych słów... nie widzisz, że to serce pełne jest oschłości... chce wyjść z piersi... ale jak to zrobić?... Jest tyle dusz o wiele lepszych ode mnie... Nie widzisz ognia, który mnie zżera... Wiesz, Jezu, ja również powiedziałem to lektorowi... tych rzeczy nie chcę... jeśli uważasz je za konieczne dla Twojej chwały i dla mojego dobra, to dobrze... nie aby mnie pokrzepić, nie... daj je drogim duszom... dla mnie należy się piekło... znosić mnie to sztuka... chcesz uwielbić siebie we mnie?"
(Dziennik, ss. 42-43).
Ojciec Pio mógł pragnąć wszystkiego, ale z pewnością nie stygmatów. Pisze bowiem:"Ojciec wie, że ja nie przywiązuję żadnej wagi do tego mojego nadzwyczajnego stanu i dlatego nie przestaję prosić Jezusa, aby prowadził mnie drogą dostępną dla wszystkich innych dusz, dobrze wiem bowiem, że droga, po której Boskie miłosierdzie mnie prowadzi, nie przystoi mojej duszy, przywykłej jeszcze do pokarmu bardzo materialnego. Proszę Pana, abym pełnił Jego dzieło, aby dokonywała się we mnie poprawa życia, moje duchowe zmartwychwstanie, abym osiągnął Jego istotową miłość oraz szczere nawrócenie siebie całego do Niego" (Ep I, s. 558).
Opisy doświadczeń duchowych Ojca Pio często tajemniczo wyrażane w listach zwłaszcza do O. Benedykta i O. Augustyna wskazują, że Ojciec Pio już w Pietrelcina doświadczał pełnego zjednoczenia z Chrystusem, które sam nazywa tajemnicą i nie zawsze rozumie: "Zresztą powtarzam, jest to tajemnica, której nie dano mi przeniknąć. Pośród wielu prób, którym poddał mnie Ojciec Niebieski, ta jest najbardziej surowa. To jest próba ognia, ale ognia całkowicie zimnego, innego od naszego materialnego ognia." Pietrelcina 20.04.1914 list do O. Augustyna
"Tak mój Ojcze - mówię prawdę - moje udręczenie jest tak wielkie, że nie wierzę, by było dla mnie zachowane większe na godzinę śmierci. Wydaje mi się, jakby wszystkie moje kości łamały się. Czuję, nie widząc tego oczyma ciała, ale widząc oczyma ducha, jakby mi czasem był wbijany nóż, mający dobrze wyostrzony szpic i jakby płonący ogniem, który przenikając serce, wchodzi aż do wnętrzności (...). To wszystko pozwala coraz bardziej wybuchać duszy największa miłością do Boga".
Pietrelcina 24 stycznia 1915 r. List do O. Benedykta (w: Listy T 2 s. 167)
"Ojcze, niech mi będzie wolno przynajmniej przed Tobą, wynurzyć się: jestem ukrzyżowany z miłości! Właściwie już nie mogę więcej!"
Pietrelcina 18 marca 1915 r. List do O. Benedykta (w: Listy T 2 s. 185)
Ojciec Pio nie chciał widocznych stygmatów. Istotnie wyznaje on spowiednikowi, pytającemu go, czy Jezus zażądał od niego przyjęcia tego niezwykłego daru Jego świętych stygmatów:"Na to trzeba odpowiedzieć twierdząco, a pierwszy raz, kiedy Jezus zechciał obdarzyć mnie nimi, były widoczne zwłaszcza na jednej ręce, ponieważ jednak dusza widząc ten fenomen była bardzo przerażona, poprosiłem Pana, aby usunął to widoczne zjawisko. Od tamtej pory nie pokazały się więcej, jednak chociaż zniknęły rany, nie zniknął mimo wszystko bardzo ostry ból, który daje się odczuć zwłaszcza w pewnych okolicznościach i określonych dniach". (Ep I, s. 669).
"Od czwartku wieczorem aż do soboty, jak również we wtorki, to bolesna tragedia dla mnie. Serce, dłonie i stopy wydają mi się przeszyte szpadą, tak wielki ból odczuwam"
(Ep I, s. 266). "Ale Bóg, jak zwykle, nie brał pod uwagę życzeń krótkowzrocznych, lecz uczynił to, co się Jemu podobało, aby zatryumfowała miłość. Bóg zna nas bowiem na wylot, wie, z jakiej gliny jesteśmy ulepieni, wie, jak jesteśmy chciwi wszystkiego, co jest znakiem widomym i oczywistym dowodem. Nieprześcigniony "łowca dusz", jakim się miał stać Padre Pio, potrzebował także "reklamy". Nie dość, że jego serce pałało miłością do Ukrzyżowanego. Trzeba było jeszcze, by ta miłość zakwitła na jego ciele widocznymi ranami. Padre Pio miał się stać przynętą, miał być wędką Bożą zarzuconą na nieprzeliczone tłumy, zdążające ku niemu z bliska i z daleka. Więźniu konfesjonału, bądź w pogotowiu! Mniejsza o to d l a c z e g o ludzie przybywają. B y l e t y l k o przybywali i poddawali się kąpieli Krwi Bożej, która zmywa zmazy. Wszyscy jesteśmy podobni do tych toskańskich osiołków, upartych i niesfornych, którym nieufność każe iść naprzód tylko wtedy, gdy trzyma się im pod nosem garść wonnej trawy. Padre Pio ma coś więcej do ofiarowania ciekawym, którzy go oblegają, i nieszczęśliwym, którzy go dręczą, niżeli widok przebitych stóp i dłoni. Lecz nie zapominajmy, że ludzie zbiegają się tłumnie do pustelni San Giovanni Rotondo właśnie z powodu jego przebitych stóp i dłoni. Połknęli haczyk. Za sprawą Padre Pio stali się zdobyczą Chrystusa." Maria Winowska, Prawdziwe oblicze Ojca Pio, Wyd. Michalineum, 1965, s. 73.
Pisze o tym może czasem kontrowersyjnie Eugeniusz Kabatc: "Ruszyła wielka fala podwójnej ciekawości. Ludzie biedni, chorzy, spragnieni pociechy ciągnęli do Ojca Pio, do kościoła, gdzie spowiadał i odprawiał mszę z dłońmi w bandażach, spod których pojawiała się krew, bo zobaczyli w nim kogoś nawiedzonego, uświęconego znakiem boskim." Eugeniusz Kabatc, Tajemnice Ojca Pio, s.45
"I tak zagubiona wioska z rejonu Gargano, tak niewygodnie położona i pozbawiona możliwości przyjmowania ludzi, w jednej chwili stała się centrum coraz liczniejszych pielgrzymek za życia Ojca, a jeszcze bardziej po jego śmierci. A przecież ci dobrzy kapucyni z San Giovanni Rotondo robili wszystko, aby tak się nie stało. Zaangażowali się gorliwie w utrzymanie w tajemnicy rewelacji o stygmatach. Zabroniono opublikowania wniosków lekarskich, do jakich doszedł doktor Festa i na ile to od nich zależało, maksymalnie utrudniali napływ pielgrzymów. Musimy zdawać sobie sprawę z trudności i wysiłków, z którymi musieli się uporać, będąc jednocześnie zasypywani wręcz prośbami, listami polecającymi, zawsze skierowanymi ku jednemu celowi: chcemy rozmawiać z Ojcem Pio. Ze strony przełożonych bracia mieli ścisły nakaz milczenia; zaś ze strony przybywających wiernych byli pod naporem ciągłych nalegań o możliwość spotkania z Ojcem." Gabriele Amorth, Ojciec Pio jw. s. 37
A jednak ludzie przybywali, czy była to tylko chęć przeżycia sensacji, czy też potrzeba doświadczalnego przeżycia znaku ze strony Jezusa. Zauważano stygmaty, pytano się Ojca Pio jak je przeżywa: Pietro Cugino pisze: "Raz zdenerwowałem ojca Pio pytaniem: - Ojcze, czy św. Franciszek i inni święci, którzy otrzymali stygmaty, odczuwali ból ukrzyżowania dokładnie w momencie gdy ich nogi, ręce i bok były przebijane? - Z pewnością to czuli! - odpowiedział. - Ale potem, kiedy było już po wszystkim, czy jeszcze coś czuli? - Oczywiście, a co myślisz, że Pan daje nam stygmaty dla ozdoby! Jaki jesteś niemądry. To jest nieustająca męka, cierpienie, które nigdy się nie kończy. Pietro Cugino, "Pietruccio"- "Casa Sollievo della Sofferenza"
"Zjawisko stygmatyzacji dokonywało się etapami, a pierwsze jego oznaki wystąpiły u Zakonnika na początku września 1910 roku na Piana Romana, w niecały miesiąc po święceniach kapłańskich. Wkrótce jednak zniknęły, pozostawiając po sobie ból i cierpienie."
o. Błażej Strzechmiński OFMCap w "Głos Ojca Pio" 5/11/2001
"Prawdą jest, iż nie brak mi odwagi i zgodności z wolą Bożą, lecz spontaniczny płacz narzekania, który częściej niż nie, wybucha z głębokości serca bez żadnego namysłu z mej strony: "jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich" (Mt 14,36, Łk 22,42) wprowadza mnie w zakłopotanie i napełnia mego ducha obawami.
List do O. Benedykta w: Listy Ojca Pio, AWŁ, Łódź 1996 t. III, s. 127
"(...) noc ducha staje się coraz ciemniejsza i nie widzę godziny wyjścia z tej ciemności. Pragnienie widzenia światła sprawia, że cierpię, przerywam agonię i umieram w każdej chwili życia. Niech się dzieje Jego wola."
List do O. Benedykta w: Listy Ojca Pio, AWŁ, Łódź 1996 t III, s 147
"Wprawdzie sam przeżywa wielkie niepokoje z powodu różnego rodzaju udręk i czuje się odrzucony przez Pana to potrafi nieść pocieszenie innym (jak Chrystus na krzyżu wobec łotra)
"(...) i niech zachęca Cię przykład Pana Jezusa: "doświadczony we wszystkim na nasze podobieństwo z wyjątkiem grzechu" (Hbr 4,15), kuszony i doświadczony do stanu, że nie mógł dłużej znieść tego i wołał: "Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił" (Ps 22,2; Mt 27,46). Nie słuchaj więc i nie zważaj, kiedy wróg Ci sugeruje, ze Twoja wyobraźnia pobudzona przez szatana mówi Ci, że z powodu ukrytych niewierności i braków w Twojej służbie, Pan Bóg Cię karze i zamierza Cię smagać, aż usuniesz je ze swej duszy."
List do O. Augustyna w: Listy Ojca Pio, AWŁ, Łódź 1996 t III, s 239
Im bliżej dnia stygmatów zarówno niewidzialnych jak i tych widzialnych nasilają się udręki Ojca Pio, co znajduje wyraźny ślad w Jego listach do O. Benedykta i O. Augustyna."Mogę tylko krzyczeć: Mój Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił? Próżne były moje wysiłki, by przeciwstawić się temu srogiemu atakowi. Odczuwam brak siły, aby wytrzymać to i cierpieć. Naglące jest to, żebym żył, albo żebym umarł. O, życie! O, śmierć!. To jest przerażająca godzina dla mnie i nie wiem, Mój Kochany Ojcze jak mogę wlec się dalej i jak długo jeszcze dla mnie konieczne, aby pozostał w tym stanie ostatecznej męki" List do O. Augustyna w: Listy Ojca Pio, AWŁ, Łódź 1996 t III, s 273
"Spowiadałem naszych chłopców wieczorem 5 sierpnia, kiedy zostałem nagle napełniony krańcowym lekiem na widok niebiańskiej postaci, która ukazała się oczom mej duszy. Trzymała w ręce coś w rodzaju broni, podobnej do bardzo długiej włóczni, mającej grot dobrze wyostrzony (...) rzuciła z całą gwałtownością w mą duszę wspomnianą broń. (...) Od tego dnia zostałem śmiertelnie zraniony. Czuję w głębi duszy ranę, która jest otwarta i sprawia, że ustawicznie doznaję strasznych katuszy. Czy to nie jest nowa kara nałożona na mnie przez Bożą sprawiedliwość. Ty sam osądź, ileż prawdy jest w tym zawarte i czy nie mam wszystkich powodów do tego, aby się obawiać i żyć w skrajnym niepokoju?"
List do O. Benedykta w: Listy Ojca Pio, AWŁ, Łódź 1996 t III, s 290
"Ach, Mój Kochany Ojcze, przyjdź mi z pomocą, na litość boską! Całe moje wnętrze krwawi obficie i wiele razy muszę pogodzić się, widząc także krew, wypływającą na zewnątrz. Ach, niechby ta tortura ustała, to potępienie, to skrępowanie! Mój duch nie umie i nie może tego wytrzymać dłużej."
List do O. Benedykta w: Listy Ojca Pio, AWŁ, Łódź 1996 t IV, s 15
"Będę bardzo głośno Go wzywał i nie przestanę błagać Go, nawet chciałbym być pogrążony w bólu, lecz te zewnętrzne znaki, które wywołują u mnie nie do opisania i nie wytrzymania zażenowanie i poniżenie"
List do O. Benedykta w: Listy Ojca Pio, AWŁ, Łódź 1996 t IV, s 18
"Doktor Andrea Cardone stwierdza, że leczył ojca Pio od 1910 roku i że "zawsze zauważał u niego na obydwu dłoniach dziury o średnicy około półtora centymetra, które przechodziły na wylot, tak iż widać było prześwitujące światło, a przy naciśnięciu opuszki kciuka i palca wskazującego dotykały się" (9 listopada 1968, op. cit., s. 313).Brat Modestino z Pietrelciny stwierdza, że pewnego dnia ojciec Pio powiedział mu: "Znaleźli się również tacy, którzy włożyli palce w moje rękawiczki, aby to zbadać". Przypomniałem sobie wtedy wyznanie doktora Cardone z Pietrelciny, który opowiedział mi, że aby zbadać, czy rany ojca Pio są otwarte czy zabliźnione, włożył w ranę jego prawej dłoni kciuk i palec wskazujący, tak żeby dotknęły jeden drugiego. Ojciec Pio odczuł wielki ból i krzyknął: Hej, doktorze, jesteś jak święty Tomasz?... Mnie te rany bolą". Doktor Romanelli zaświadcza o głębokości ran na rękach: Przykładając kciuk do wnętrza ręki, a palec wskazujący do wierzchu, zakrywając w ten sposób opisany obszar i uciskając, co powoduje wielki ból, wyczuwa się dokładnie, że istnieje pustka między palcami, oddzielonymi jedynie przez błonę i tkanki bardzo cienkie i miękkie, które pod naciskiem sprawiają wrażenie piasku, natomiast nie odczuwa się żadnego oporu ani ze strony kości, ani miękkich tkanek istniejących w tej okolicy... Z tego wynika, że obszar zabarwiony nie jest niczym innym, jak tylko błoną pokrywającą otwór przechodzący z jednej strony na drugą, powodujący przerwanie ciągłości tkanek w obszarze rąk (16 maja 1919)" Doktorowi Feście wydaje się to "blizną" spowodowaną być może odpadnięciem cienkiego strupa, który ją pokrywał, ale jest to błona opisana przez doktora Romanelli, tym bardziej że Festa przytacza świadectwo przełożonego ojca Pio, który "miał wyraźnie wrażenie, że rany widoczne w zagłębieniu jednej i drugiej dłoni przechodzą całkowicie ich grubość, tak iż łączą się z tymi, które widoczne są w odpowiadającym im miejscu na grzbiecie dłoni". W rozmowie ze mną na ten temat przełożony ojca Pio stwierdził dosłownie: "Gdyby wyżsi przełożeni zapytali mnie na temat tego szczegółu, musiałbym odpowiedzieć i potwierdzić pod przysięgą, tak bardzo jestem pewny tego odczucia, że patrząc na rany w dłoniach, bardzo łatwo byłoby dostrzec napis lub przedmiot usytuowany dokładnie po ich przeciwnej stronie". Rany dłoni, stóp i boku były głębokie i ich zniknięcie bez pozostawienia blizn uważane jest za cud, którego nauka ludzka nie umie jeszcze wyjaśnić. Attilio Negrisolo(...) Tajemnica Ojca Pio, Wyd. WAM 1999 s. 124-127 Bardzo istotną na zakończenie naszej refleksji jest wypowiedź Wicepostulatora Sprawy Ojca Pio o. Gerardo Di Flumeri:"Na temat teologicznego znaczenia zniknięcia stygmatów Sługi Bożego wysunięto różne przypuszczenia, a zainteresowanych odsyłam do specjalistycznego studium o. Gerarda Di Flumeri (Le Stigmate di Padre Pio da Pietrelcina, San Giovanni Rotondo 1985) omawiającego te opinie. Jako komentarz do tego faktu niech nam posłużą dwie wypowiedzi św. Pawła, wedle których stygmaty Ojca Pio z Pietrelciny trzeba umieścić w kontekście jego świętego życia, w całości oddanego chwale Bożej i dobru dusz. Przypomnijmy najpierw słowa Apostoła z Listu do Kolosan. "Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół" (Kol 1,24). Zatopiony w swoim misterium, głęboko skupiony i trwający na rozmowie z Bogiem, mógł czcigodny Ojciec wołać za Apostołem Narodów: "Co do mnie, nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata. Odtąd niech już nikt nie sprawia mi przykrości, przecież ja na ciele swoim noszę blizny, znamię przynależności do Jezusa" (Ga 6,14.17). O. Gerardo Di Flumeri w:" Błogosławiony Ojciec Pio" materiały
I wreszcie trzeba powiedzieć, że przełom wieków i tysiącleci potrzebował i potrzebuje człowieka, zakonnika i kapłana, w którym Jezus znalazł tak oddaną sobie duszę, że mógł ją uczynić znakiem dla świata. Znakiem swojej obecności, miłości i narzędziem miłosierdzia.
z "L'Osservatore Romano", tłum. O. Gracjan Majka wyd. "M" s.58 Opr. Br. Bogusław Piechuta OFMCap
|