dzielnik [Powrót] [Kapucyni]
Rozmowa z Panem Bogiem

"Pana Boga szuka się w książkach; znajduje się Go w modlitwie. Jeśli dzisiaj wiara ginie, to winić za to trzeba brak modlitwy. W książkach nie ma Pana Boga, lecz jest w modlitwie; im więcej się modlimy, tym bardziej wzrasta nasza wiara i znajdujemy Pana Boga. Wy dzieci, nigdy nie zaniedbujcie modlitwy; módlcie się często w ciągu dnia. Odprawiajcie również medytacje. Znajdziecie i zobaczycie Pana Boga".
o. Pio
Modlitwa Ojca Pio była pogodnym dialogiem z Panem Bogiem, żywym i osobistym spotkaniem z Jezusem Chrystusem, zawierzeniem i oddaniem się Bogu bez ograniczeń. Był to znak obecności Pana Jezusa w jego duszy. Pod piękną fotografią Ojca Pio napisano: "Tajemnica Ojca Pio".
Tajemnicą, która wyjaśnia całe życie, dzieła i apostolat Ojca Pio, było jego wielkie przywiązanie do modlitwy, bez której nie mógłby żyć.
Dla niego modlitwa była nieprzerwanym dialogiem z Jezusem Chrystusem, z Matką Bożą, z jego Aniołem Stróżem i ze św. Franciszkiem z Asyżu, którzy ukazywali mu się pod widzialnymi postaciami. Kiedy się modlił, sprawiał wrażenie, że rozmawia z kimś, kogo kocha.
    Opiszę teraz osobiste wspomnienie. Pewnego dnia stałem przed drzwiami celi Ojca Pio i właśnie zamierzałem zapukać, aby wejść i spytać go o radę, lecz miałem wrażenie, że ktoś z nim rozmawia lub odbywa spowiedź. Cofnąłem się, by nie słyszeć, co mówiono. Po piętnastu minutach usłyszałem, że Ojciec Pio kaszle, a następnie odgłos kroków. Pomyślałem, że skończył rozmowę albo spowiedź i żegna się z gościem. Natychmiast zbliżyłem się do celi, by wejść. W tym momencie Ojciec Pio otworzył drzwi, a mnie owionął zapach nie do opisania. Zaniemówiłem. Spojrzałem na twarz ukochanego Ojca. Sprawiała wrażenie jaśniejącej i promiennej.
Ojciec Pio spytał mnie: "Co tutaj robisz?"
Odpowiedziałem: "Ojcze, przyszedłem, aby prosić Cię o radę; chciałem zapukać, lecz gdy usłyszałem rozmowę, pomyślałem, że ktoś jest u ciebie, więc czekałem na jego odejście. Ojcze, wejdźmy na chwilę do celi".
Ojciec Pio: "Powiedz mi, czego chcesz?" "Ojcze, czy jest ktoś w celi?"
Ojciec Pio: "Nie ma nikogo".
"Przecież miałem wrażenie, że ktoś rozmawiał z Tobą. Słyszałem wyraźnie twój głos i sądziłem, że słyszałem inny głos. Nie rozumiem".
    Później zrozumiałem, że rozmawiał z Panem Bogiem, to wyjaśnia falę bardzo słodkiego zapachu, która owionęła mnie, kiedy drzwi celi zostały otwarte. Ojciec Pellegrino, który pomagał Ojcu Pio przez wiele lat, napisał: "Pewnej nocy słyszałem, jak przechodził obok mojej celi i zrozumiałem tylko trzy słowa: "przed Twoim Obliczem". Głos, którym te słowa zostały wypowiedziane, poruszył mnie. Było oczywiste, że rozmawiał z osobą, którą kochał i wielce szanował".
Nauczyciel modlitwy
Ojciec Pio, żyjący obraz Pana Jezusa Ukrzyżowanego, był wielkim nauczycielem modlitwy. Wprowadzał do modlitwy ducha i radość i odczuwał jej nadludzką moc tak głęboko, że chciał uczynić ją łatwą dla swoich ukochanych duchowych dzieci i pozostawić im to drogocenne dziedzictwo. Uczył, że modlitwa jest koniecznie potrzebna w życiu chrześcijanina. Bez modlitwy nie można być prawdziwym chrześcijaninem.


Zwykle mówił: "Kiedy duszą zawładną wątpliwości, brak zaufania, lęk cierpienia, wtedy bardziej niż kiedykolwiek trzeba uciekać się do Pana Boga w modlitwie i znaleźć w niej pomoc i umocnienie". Duchowe dzieci Ojca Pio wszędzie powtarzały i nadal powtarzają ten sam refren: "Ojciec Pio nauczył nas kochać, cierpieć, być dobrym i cieszyć się radościami płynącymi z modlitwy".

Często mówił:
"Modlitwa jest najlepszą bronią, jaką mamy: jest ona kluczem, który otwiera serce Pana Boga".
Będąc tuż obok Ojca Pio, odczuwało się potrzebę modlitwy, otwarcia duszy ku Bogu i ufnej z Nim rozmowy. W zjednoczeniu duchowym i modlitewnym z Ojcem Pio czuło się radość i pokój, który przepełniał serce.
Chciało się zawsze przebywać na wzgórzu Gargano, blisko modlącego się u ukrzyżowanego Ojca, gdzie panowała atmosfera zadumy i pokoju i odczuwało się żywą obecność Pana Boga. Tysiące ludzi wszystkich stanów społecznych wspinało się na wzgórze Gargano, by zasmakować słodyczy i siły modlitwy i uczynić ją potrzebną we własnym życiu.

W szkole Ojca Pio dowiadywano się, w jaki sposób się modlić.
Przytoczę dwa zdarzenia, które mogłyby być dla nas przykładami do naśladowania. W San Giovanni Rotondo mieszkali dwaj mężczyźni - duchowe dzieci Ojca Pio - jak powiedziałby świat - dotknięci nieszczęściem. Kochany Ojciec Pio użyłby innych określeń: udręczeni miłością Pana Boga, obaj pozbawieni byli wzroku.
Ci dwaj mężczyźni zawsze pogodni, pogodzeni z losem, całkowicie oddali się w ręce Bożej Opatrzności. Z ich ust nie padła żadna skarga na temat próby, której Pan Bóg ich poddał. Są wzorami dobroci, pobożności i modlitwy.
    Jeden nazywa się Pietruccio Cugino, znany tysiącom ludzi, ponieważ od dzieciństwa przebywał blisko Ojca Pio. Drugi to Vincenzo Mercurio, urodzony w Benevento, a później zamieszkały w San Giovanni Rotondo. Pietruccio to prosty i dobry człowiek, oddany modlitwie i apostolatowi. Vincenzo - wykształcony, oddany modlitwie oraz sumiennej pracy w nowoczesnej szkole. Wychowuje swoje dzieci, które straciły matkę. Obydwaj byli "kształtowani" i "formowani" przez Ojca Pio.
Ojciec Pio znał Pietruccio od dziecka, kiedy miał jeszcze dobry wzrok. Traktował go po ojcowsku. Często gościł go w swojej celi, rozmawiał z nim, dawał mu maleńkie prezenciki i zlecał mu wykonanie drobnych prac.

Pietruccio w wywiadzie powiedział mi o pięknym zdarzeniu z 1932 r., gdy Ojciec Pio nie opuszczał klasztoru z powodu restrykcji nałożonych przez władze zwierzchnie.
Pewnego popołudnia Pietruccio, wtedy jeszcze bardzo młody, lecz już niewidomy od ponad siedmiu lat, przyszedł do klasztoru w towarzystwie franciszkańskiego tercjarza Michele Fini, aby pozdrowić Ojca Pio.
W tym czasie Ojciec Pio czytał Patrystykę w bibliotece sąsiadującej z małym kościołem, którą później zburzono przy budowie nowego kościoła. Ojciec Pio ucieszył się wielce z wizyty Pietruccio i powiedział do niego: "Szczęściarz z ciebie Pietruccio, nie widzisz zepsucia i marności tego świata. Masz mniej okazji, by obrażać Pana Boga! Powiedz mi prawdę, czy kiedykolwiek chciałeś odzyskać wzrok?"
Pietruccio: "Nigdy o tym nie myślałem".
Ojciec Pio: "Czy chciałbyś go mieć z powrotem?"
Pietruccio: "Nie wiem, co powiedzieć".
Ojciec Pio: "Co masz na myśli! Czy chcesz, czy nie chcesz odzyskać swojego wzroku?"
Pietruccio: "Ojcze, muszę pomyśleć o tym".
Ojciec Pio: "Jeśli go chcesz, będę się modlił do Matki Bożej, która jest tak dobra, a Serce Jezusa Jej Syna niczego Jej nie odmówi".
Pietruccio: "Ojcze, urodziłem się, widząc dobrze. Gdy miałem 12 lat, Pan Bóg pozbawił mnie wzroku. Jeśli Pan Bóg pozbawił mnie wzroku, miał swoje powody. Dlaczego więc teraz mielibyśmy się modlić przeciw woli Boga Ojca?". Dlaczego miałbym prosić o coś, co On najpierw mi dał, a później zabrał?"
Ojciec Pio: "Chcesz, czy nie chcesz odzyskać wzrok?" Pietruccio: "Ojcze, Pan Bóg wie, co czyni. Chcę zawsze pełnić wolę Boga. Gdyby Pan Bóg przywrócił mi wzrok i to miałoby być okazją do grzechu, rezygnuję z tego".

Ojciec Pio, słysząc tę stanowczą i inteligentną odpowiedź Pietruccio, uściskał go i udzielił błogosławieństwa z duszą przepełnioną radością.

Profesor Vincenzo Mercurio urodził się niewidomy. Jako młodzieniec, na przekór chorobie, odznaczał się wielką pasją do nauki. Inteligentny, z bystrym i wnikliwym umysłem uzyskał stopień naukowy z zakresu nauk filozoficzno-przyrodniczych w 1941 r. i natychmiast otrzymał posadę wykładowcy w Benevento.
Wyrastał bez religii i nie uczęszczał do kościoła ani nie przystępował do sakramentów świętych. Krewni, którzy odwiedzali San Giovanni Rotondo często polecali go modlitwom Ojca Pio, by wyprosił u Pana Boga łaskę nawrócenia dla niego.
Pewnego dnia Ojciec Pio odpowiedział: "Czego chcesz? Jeśli on nie wierzy, to zbyteczne by nalegać, żeby przyjechał tutaj. Módl się, módlmy się; nawet współzawodniczmy, by zobaczyć, kto będzie się modlił najwięcej za jego nawrócenie...".

Ojciec Pio był zwycięzcą.
W 1945 r. Pan Bóg zdobył Vincenzo swym miłosierdziem i swoją łaską. Profesor Mercurio, zwyciężając swoją niechęć, by uszczęśliwić swoich krewnych, zdecydował się pójść do Ojca Pio, który przyjął go z życzliwością i łagodnością.
Kochany Ojciec, biorąc go w objęcia jak brata, powiedział: "Jak się Pan miewa...? Nie wygląda Pan dobrze?... Ileż to minęło od ostatniej spowiedzi?...".
Vincenzo zaskoczony i zdumiony łagodnością Ojca Pio, który zwracał się do niego oficjalnie, używając słowa "Pan", zrozumiał że Ojciec Pio uważa go za człowieka zasługującego na szacunek i odpowiedział: "Ojcze, nie widzę. Urodziłem się niewidomy, lecz nie przyszedłem tutaj z tego powodu...".
Zmieniając ton głosu, Ojciec Pio powiedział: "Wiem, dlaczego przyszedłeś..., pomogę ci..., przygotuj się..., spotkamy się ponownie jutro wieczorem...".

Vincenzo, słysząc już ufne i ojcowskie "ty", pożegnał go z wielkim zadowoleniem i radością.

Następnego dnia wieczorem wyspowiadał się u Ojca Pio, pozostał na długiej, owocnej, duchowej rozmowie, która rozpoczęła przemianę jego życia. W sierpniu 1950 r. zdobył stanowisko wykładowcy w San Giovanni Rotondo i na stałe tam się przeniósł. Jego siostry lub krewni dotrzymywali mu towarzystwa przez pierwsze lata, później mieszkał sam. Ponieważ nie był w stanie żyć bez pomocy, Ojciec Pio poradził mu, aby ożenił się. W 1959 r. spotkał młodą położną z Brescia, która przyjechała pracować w Domu Ulgi i Cierpieniu. Ojciec Pio powiedział mu, że to Pan Bóg przysłał mu tę młodą kobietę. W grudniu tego samego roku Ojciec Pio pobłogosławił ich związek.

Pięcioro dzieci przyszło na świat z tego związku. Po piątym porodzie młoda matka zachorowała na nieuleczalną chorobę. Jej kalwaria trwała przez wiele lat. Wszyscy modlili się o uzdrowienie młodej żony i matki, która musiała troszczyć się o męża wymagającego opieki, małe dzieci i dom.

Pewnego dnia powiedziałem do profesora Mercurio: "Vincenzo, słyszałam, że pogarsza się stan zdrowia twojej młodej żony. Modlimy się uparcie, spróbujmy wyrwać łaskę jej uzdrowienia z serca Matki Bożej przez wstawiennictwo Ojca Pio. Jej życie jest konieczne dla ciebie, dzieci i domu".

Vincenzo, tłumiąc smutek, odpowiedział: "Ojcze Alberto, dzień i noc modlę się, aby w mojej rodzinie wypełniła się wola Boga. On wie, co robi. Jeśli Pan Bóg życzy sobie, by życie mojej ukochanej żony zostało złożone w ofierze, niech ją zabierze dla większej chwały Swego Najświętszego Imienia".

"Vincenzo, twoja modlitwa jest właściwa, to jest modlitwa dziecka Bożego. Lecz Pan Bóg życzy sobie, abyśmy prosili po to, żeby otrzymać łaski.
W Ewangelii jest nieustanne zaproszenie do modlitwy. Wiele razy Pan Jezus powtarzał, "Szukajcie, a znajdziecie. Proście, a otrzymacie. Pukajcie, a będzie wam otworzone: O cokolwiek byście prosili Ojca, da wam w imię moje." Wszystko o co poprosicie w modlitwie z wiarą, otrzymacie".

Ewangelia jest wypełniona podobnymi słowami. Dlatego jest to nawoływanie, naglące zaproszenie, by prosić z wiarą o uzdrowienie i zdrowie twojej żony". Vincenzo: "Te słowa Ewangelii są dla dusz, które ostatnio się nawróciły, dla chwiejących się przed próbami. Aby im pomóc, Pan Jezus zaprasza je, by prosiły, pukały, modliły się, aby otrzymać łaski. Dusze już uformowane nauczaniem Jezusa Chrystusa nie potrzebują prosić. One wiedzą, że Pan Bóg całkowicie je posiada i nie mająpragnienia innego niż to, by poddać się woli Pana Boga".

Cóż za wspaniała odpowiedź!
Jego żona odeszła z tego świata. Uczestniczyłem w pogrzebie. Jakaż wzruszająca i bolesna scena! Vincenzo, załamany niewypowiedzianym smutkiem, z paciorkami różańca w ręku, szedł za trumną jak automat, w towarzystwie pięciorga zapłakanych dzieci. Najstarsze miało 12 lat, a najmniejsze cztery.
Zanim uroczystość pogrzebowa zakończyła się, podszedłem do Vincenzo i powiedziałem: "Nie wiem, co ci powiedzieć?...". Odpowiedział: "Ojcze Alberto, podziękujmy Panu Bogu. Niech Jego Święte Imię zostanie wysławione w mojej rodzinie. Niech Jego Boska Wola zawsze zostanie wypełniona".

Jakiej wspaniałej lekcji udzielili nam ci dwaj niewidomi mężczyźni, wykształceni w szkole wielkiego nauczyciela modlitwy i cierpienia Ojca Pio z Pietrelciny!
w: Ojciec Pio z Pietrelciny, O. Alberto D'Apolito s. 157n